Huragan

Była piąta rano. W dużym palcu u prawej stopy czułem, że zbliża się skurcz, więc się obudziłem. A jak się człowiek obudzi, to wiadomo: siku. A przy okazji można podpalić coś na resztę snu, no tak czy nie? Pech chciał, że tego wczesnego ranka byłem goły jak szmata. Zero czegokolwiek co nadawałoby się na podkład, wiecie o co mi chodzi? Nagle z piątej rano zrobiła się piąta czterdzieści, potem szósta. Szukałem, szukałem i nic. Pójść do sąsiada o szóstej rano po jednego papierosa? A może skoczyć niczym żabka do sklepu? Kumacie? Żabka skacze do sklepu. Haaa! Ale przecież nie będę zakładał spodni, żeby zejść do sklepu, bo zaraz idę spać. Skurcz mi przeszedł, miało być tylko siku i cmok-cmok przez filterek do snu, wiecie o co mi chodzi? Wyglądało na to, że gówno będzie z cmokania.

Aż tu BUM! Duże BUM, BUM, BUM. Niczym aj łonciu in maj rum, wiecie o co mi chodzi? Czerwony, jadowity smok ukazał się moim oczom. Na imię miał Klip, niczym Jurgen, trener piłkarski, z tym że on na nazwisko ma Klopp – czyli gorzej. Smok na nazwisko miał Dagga i choć nie polubiliśmy się od razu, to tego ranka miłość była nam przeznaczona. Odłożyłem Klipa na podłogę jakieś trzy, cztery dni wcześniej. Był próbką, małą szmatką, w zamówieniu pełnym dużych szmat, wiecie o co mi chodzi? 0,5 może 1 gie – nie więcej. Sąsiad, skok do żabki, albo Klip - co Wy byście wybrali, haaa? Dokładnie! Czerwony smok zajął się moim snem. Najpierw doprawiłem go na sucho. O mamusiu. Dwa słodkie składniki rozdrobnione drobniutko oblepiły mą nową czerwoną miłość, niczym ręce polityków i ich rodziny państwowe spółki. Czas na bletki. Fuck!

Brak bletek założył mi w sekundę spodnie na dupę i koszulkę na mój gangsterski tors, wiecie o co mi chodzi? Zakup bletek odbył się szybko. Nawet nie pamiętam kiedy i jak. Nie skusiłem się jednak na zakup zbędnego podkładu o nazwisku tytoń. W domu czekał już na mnie prężący drobne białe muskułki, czerwony przyjaciel. Skoro wszystko było już gotowe to... A ogień? Nie ma?! Nie wierzę... Tego dnia, pierwszy raz w życiu odpaliłem cokolwiek od kuchenki elektrycznej. Szczerze, nie wiedziałem nawet że się da, ale poszło elegancko. Potem odpalałem już wszystko od tej kuchenki. Szósta dwadzieścia parę na zegarku, a mój pierwszy pocałunek z Klipem pokazał mi, że czas nie istnieje. Że to co nazywamy życiem, jest pełne ograniczeń i bliżej temu do śmierci, niż to co zostaje z nas po ukończeniu ziemskiej przygody. Bo zostaje z nas czysta energia, pełna miłości i kreatywności, wiecie o co mi chodzi? Nie? No to może czas pocałować Klipa?

Nazwa robocza i prawdopodobnie oficjalna na wieki to HURAGAN. Zaraz po pierwszym poznaniu i przemyśleniach o życiu i śmierci, zawiało mnie do łóżka. I choć ta krótka przerwa na siku trwała tak długo, to później spałem jak zabity. Jednak żywy jak nigdy.

26 thoughts on “Huragan

  • 19 maja 2016 at 08:43
    Permalink

    Aż się jarać chce od tych historii :D

    Reply
  • 28 lutego 2016 at 21:18
    Permalink

    hehehe zajefajna strona :) masz poukładane w głowie Dżesi! Szacun!

    Reply
  • 3 lutego 2016 at 19:48
    Permalink

    Bardzo dobre „gry” z tego Huraganu. Idzie spokojnie „grać” przez jeden dzień na jednym worku. Na największej pace mozna „grać” przez tydzień. Później nie ma wielkiej tolerancji i można grac” dalej :D

    Reply
  • 21 stycznia 2016 at 13:47
    Permalink

    Też kiedyś miałem przyjemność z czystym Klip Dagga. Ta roślina rzeczywiście ma „coś” w sobie. Nawet sama daje efekty.

    Reply
  • 18 stycznia 2016 at 13:01
    Permalink

    hehehhe dobra hist :D

    Reply
  • 12 stycznia 2016 at 18:12
    Permalink

    Jedna z najlepszych propozycji na rynku, można brać w ciemno! :)

    Reply
  • 11 stycznia 2016 at 21:37
    Permalink

    Wypas produkt i wypasiony czilaut. Zgona też idzie wyłapać!

    Reply
  • 2 stycznia 2016 at 13:58
    Permalink

    Huragan to pierwsza klasa ! Godny polecenia dla każdego amatora jak i zaawansowanego !

    Reply
  • 29 grudnia 2015 at 21:05
    Permalink

    Historia komedia roku ;-) Wypas tekst!

    Reply
  • 17 grudnia 2015 at 21:39
    Permalink

    to jest to! Kto nie próbował tenniech żałuje DZIĘKI DŻESI!

    Reply
  • 15 grudnia 2015 at 22:03
    Permalink

    dostałem próbkę i zamawiam wiecej piekne!

    Reply
  • 14 grudnia 2015 at 15:59
    Permalink

    Po pierwsze primo, czy wspominałem już, że masz talent do pisania? Po drugie primo, mam nadzieję, że huragan to nie masakrator niszczyciel, tylko silny powiew weny. Ale fakt faktem, po lekturze Twoich textów nachodzi człowieka błoga ochota na skosztowanie wszystkich „wiatrów”..

    Reply
  • 12 grudnia 2015 at 16:36
    Permalink

    dla zwały disiaj odpalilem od kuchenki i rzeczywiscie bezproblemu :D

    Reply
  • 10 grudnia 2015 at 23:46
    Permalink

    hahahahaah historia 10/10 hahahaha :D huragan rządzi!

    Reply
  • 10 grudnia 2015 at 22:09
    Permalink

    Ognia jak brak to tak samo. Wszystko masz a nie skorzystasz. Od szcześcia dzieli cie tylko odpalenie… :-)

    Reply
  • 9 grudnia 2015 at 16:28
    Permalink

    Rzeczywiście brak bletek potrafi w sekundę założyć człowiekowi spodnie na dupę :)

    Reply
  • 8 grudnia 2015 at 17:41
    Permalink

    i śmiesznie, i strasznie (brak ognia!), i filozoficznie… no no

    Reply
  • 8 grudnia 2015 at 11:45
    Permalink

    dobra historia ! Miałem podobną !

    Reply
  • 3 grudnia 2015 at 20:00
    Permalink

    aj łonciu in maj rum znam to! Vegaboys! Bawiłem się jak glupi przy tym! :D

    Reply
  • 3 grudnia 2015 at 12:59
    Permalink

    Dżesi zostań pisarzem, a nie się za chemię wziąłeś ;D masakrycznie dobre teksty! Pozdrawiam

    Reply
  • 3 grudnia 2015 at 00:31
    Permalink

    o panie , takie smakołyki tutaj? ładny cooking się odbył ;-)

    Reply
  • 2 grudnia 2015 at 23:20
    Permalink

    „…na zakup zbędnego podkładu o nazwisku tytoń.” – hahaha, człowieku skąd Ty bierzesz te teksty?! ;D ;D ;D

    Reply
  • 2 grudnia 2015 at 22:45
    Permalink

    Jakie to jest piękne. Jeśli kopie tak jak wygląda to OSCAR GOES TO JESSE.

    Reply
  • 2 grudnia 2015 at 18:08
    Permalink

    no tego rzeczywiscie trzeba sprobowac … slinka cieknie, nie powiem. ;-)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.