Jenna Cheeseflower

Czedar Śląski, na Dolnym Śląsku. Niewielkiej wielkości miejscowość, która pozbawiona lokalnymi układami wszelkich innych możliwości, oferuje swojej społeczności jedynie pracę w fabryce sera. To, albo wejście do układu i zarabianie państwowymi pieniędzmi na swoich wymyślonych firmach. Tak więc Adam nie miał wyboru. Nie był zbyt bystry, dlatego wejście do układu go nie interesowało. Natomiast styl jego miejscowości nie był jego jedynym brzemieniem. Na nazwisko miał Edamski. Tak, Adam Edamski pracował w fabryce sera. Żółtego. W fabryce zatrudnił się trzy lata wcześniej. Po tym jak jego ojciec przeszedł na emeryturę, zwolniło się miejsce i syn godnie zastąpił ojca. Zaczynał tą samą ścieżką kariery, jaką latami opowiadał mu ojciec. Najpierw rozładowywał mleko z TIRów. Przez pierwszy rok nie miał sobie równych w rozładunku, dlatego szybko awansował na stanowisko „mieszacza gorącego mleka”. Z takim stanowiskiem był prawie szychą. Pod sobą miał „rozpakowywaczy mleka z kartonów” oraz „mieszaczy zimnego mleka”. Jak tylko mleko stawało się gorące, Adam rozpoczynał swój taniec z mieszadłem. I tutaj przez pierwszy rok nie miał sobie równych. Mieszał tak, jak nikt nigdy nie mieszał. Dostrzegli to szefowie i w kolejnym roku awansowali Adama na „kontrolera jakości sera edamskiego”. Zbieżność nazwiska ze stanowiskiem była przypadkowa. Po prostu stanowiska „kontrolera jakości sera podlaskiego”, czy też „kontrolera jakości sera chohland” były już zajęte. Poprzedni kontroler sera edamskiego spadł z roweru i się zabił, dlatego też szefostwo nie mogło wyobrazić sobie lepszego kandydata na to stanowisko. Kto, jak nie ich najlepszy mieszacz w firmie?

Tak szybkie i spektakularne awanse nie podobały się reszcie załogi. Tym bardziej, że Adam nie należał do najmilszych ludzi. Uwielbiał dwie rzeczy: masturbację oraz jebanie podwładnych. Z góry do dołu, jak tylko mocno mógł, jebał swoich podwładnych za byle drobnostkę. „Dlaczego dotknąłeś ten kawałek paluchami?!”, „Coś ty, kurwa, narobił? Dwa deko sera na podłodze! Kto za to zapłaci?!”, „Najpierw kichasz w tą śmierdzącą serem łapę, a potem mi cześć dajesz, na dzień dobry?! NAGANA jak od sanepidu!!!”... i tak całe dnie schodziły Adamowi na ciężkiej pracy. Jeszcze cięższa była praca z nim, ale to mu nie przeszkadzało. Wiedział bowiem, że jak tylko wybije 16:00, to wyjdzie z pracy, pojedzie do Oszą po lubrykant i odda się w domu swojej drugiej pasji. Masturbacji. Oj potrafił to robić jak mało kto. Jeśli był mistrzem w przypierdalaniu się do ludzi za byle co, to kim był z członkiem w ręku? Arcymistrzem? Megamistrzem? Jakkolwiek go nazwać, to gdyby nagrania z jego domu trafiły na youtube, pobiłby stukrotnie rekord odwiedzin wykręcony przez naćpanego koreańczyka, skaczącego na niewidzialnym koniu. Hipermistrz masturbacji miał swoją ulubioną aktorkę. Na imię było jej Jenna. Na nazwisko, każdy wie jak. Adam jako pracownik wielkiej serowej familii, miał wszystko. Pracę, mieszkanie 35,5 m2, zarobki na poziomie niewyobrażalnym dla jego podwładnych (3.000 brutto), dużo zdrowia do produkcji nasienia. Nie miał jednak jednego. Nigdy nie udało mu się zebrać wystarczająco dużo pieniędzy by pojechać do USA i spotkać się ze swoją ulubioną aktorką. Oddając się ręcznym uniesieniom, marzył że kiedyś spotka swoją wybrankę i opowie jej jak bardzo ją kocha, uwielbia, szanuje za jej pracę oraz poprosi o autograf... może nawet zaszaleje i poprosi o autograf na penisie? - Hihihi. - myślał, kiedy o tym myślał. Aż pewnej gorącej nocy, pewnego razu, o pewnej godzinie stała się rzecz nieprawdopodobna. Wręcz niemożliwa. A jednak się wydarzyła.

Podczas jednego z wieczornych seansów ze swoją ulubioną aktorką, z Adama wydostało się biało-czerwone nasienie. Adam nie był aż takim patriotom. Owszem, potrafił pierwszą zwrotkę i refren hymnu oraz znał barwy na fladze, ale to była krew. Krew Adama rozrzedziła nasienie, które wpływając pod przyciski klawiatury zrobiły mini-zwarcie wystukując, całkiem przypadkiem, tajemniczy i zarazem magiczny kod. Kod ten sprawił, że z ekranu monitora wyskoczyła, niczym samobójca z okna, ona. Bogini i władczyni nastoletnich umysłów z lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych oraz „i do teraz”. Była jednak w ubraniu. Nie zasmuciło to jednak Adama. Bardziej... przeraziło. Przestraszony niecodziennym zdarzeniem, Adam spojrzał na lufkę oraz metamfetaminę, którą kupił zaraz po zakupie lubrykantu. Zarabiał lepiej niż większość, więc stać go było na drogie narkotyki. Był jednak trzeźwy. Chciał to zrobić raz na trzeźwo, a potem popalać do kolejnych razów. - Czy ja umarłem? - zastanawiał się, szukając wskazówek w krwawym nasieniu. - Czy ja umarłem? - zapytał na głos. - Nie! A teraz słuchaj! Co jakiś czas, ktoś wystukuje magiczny kod rozrzedzonym nasieniem, który sprawia, że pojawiam się na parę chwil u niego w domu. Nie licz jednak na seks! Nawet na autograf na penisie! Aha, tak wiem, że tego chcesz, bo praktycznie każdy to proponuje. Mamy niewiele czasu. Ogarniasz? - zapytała Jenna, kończąc złożony monolog. - Yhy... - wydukał, zdziwiony jak nigdy, Adam. Miał jej powiedzieć, że ją kocha, że uwielbia, że... a wydukał jedynie „czy ja umarłem?” oraz „yhy...”. Jenna nie dawała mu jednak dojść do słowa. - Potrzebuję twojej pomocy. Oficjalnie skończyłam karierę i nie gram już w filmach dla pospólstwa. Niestety, bogaci fani, którzy byli kiedyś zakochanymi we mnie nastolatkami, płacą ogromne pieniądze żebym z nimi spała. Nie potrafię oprzeć się ogromnym pieniądzom, dlatego proszę pomóż mi. - błagalnym tonem, poprosiła biedna i zdruzgotana Jenna. - No dobra. Dla ciebie wszystko... Ale jak? - zapytał zatroskany Adam. - Potrzebuję czegoś, co spowoduje, że przestaną chcieć ze mną sypiać i mi płacić. Czym się zajmujesz? - próbowała dowiedzieć się aktorka. - Pracuję w fabryce sera. Jestem kontro... - chciał pochwalić się Adam. - Kurwa mać! Dlaczego nigdy nie mogę trafić na chirurga plastycznego, który wyciągnąłby mi cycki i pociął profesjonalnie twarz... Najpierw bezrobotny, potem jakiś drugi bezrobotny, ostatnio sprzedawca z żabki, a teraz ty. Co by tu wykombinować? - zastanawiała się na głos Jenna. - Wiem! - olśniło aktorkę. - Przynieś mi proszę najbardziej śmierdzący ser jaki macie w fabryce. Nie musi być nawet świeży. Wiesz, te pleśniowe całkiem śmierdzą. Masz jakieś? - zapytała niewiasta o nazwisku wiecie jakim. Zatroskany o los swojej ukochanej aktorki Adam musiał odpowiedzieć przecząco. Znał się na smrodzie sera, ale nie miał żadnego w domu. Ironii w tej historii jest wiele. A kolejną z nich jest taka, że Adam nienawidził sera. Nawet białego, nie wspominając nawet o żółtym. Śmierdział mu... śmierdział mu czymś „żółtym” – tak uważał. Nie jadał sera wcale. Jadł tylko szynkę. Często jadł ją nawet bez chleba. Jednak sera nie mógł przełknąć nawet z chlebem. Próbował kiedyś zjeść ser z szynką, ale to też nie wypaliło. Jednakże dla Jenny mógł zrobić więcej niż dla siebie. Mógł zrobić wszystko. Mógł nawet zjeść ser z chlebem i z szynką, i z keczupem. Tego ostatniego też nie lubił, bo śmierdział mu czymś „czerwonym” – tak to sobie tłumaczył. - Nie mam sera. Nie lubię sera. - odpowiedział Adam, używając dwukrotnie przeczenia. - Hm, chyba nikt nie lubi swojej pracy... - zaziała ironią gwiazda.

Czas Jenny w mieszkaniu Adama dobiegał końca. Jej magiczne pojawianie się trwało jedynie 45 minut, czyli taki czas, po jakim podliczała swoich bogatych i dawniej rozkochanych, kochanków. Godzina lekcyjna zdecydowanie bardziej opłacała się jej, niż pełne 60 minut. Po dwudziestu minutach rozmyślania nad tym jak zdobyć najbardziej śmierdzący ser świata, Adam wpadł na genialny pomysł. - Pojadę do fabryki i ukradnę trochę sera! Jestem tam kimś w rodzaju... szefa... Na pewno mnie wpuszczą. - zaproponował najlepszy kontroler edamskiego, pomimo że na zegarze było już po dwudziestej. Zdziwiło to Jennę. - Jak to ukradniesz? To po prostu kup trochę. Masz tutaj parę dolarów. - wyciągnęła banknoty diva Internetu. - To nie takie proste. Nie możemy kupować sera. Ser skupuje od nas jedyny dostawca sera w Czedarze Śląskim. To jest firma burmistrza i ona ma wyłączność na skup i dystrybucję sera. Nikt z pracowników... ANI Z SZEFOSTWA, czyli ja... nie ma prawa brać sera z fabryki. Tak to jest poukładane w Czedarze Śląskim. Nasze miasto ma swoje zasady i... - próbował tłumaczyć Adam. - Dobra, dobra. Idź już, ukradnij kawałek i mi przynieś. Jeśli to dla mnie zrobisz, to dostaniesz niespodziankę. Może nawet seks oralny? - Jenna wlała nadzieję w serce naiwnego Adama. - Choć ze mną, to dam ci ten ser szybko i może uda się otrzymać niespodziankę niedaleko fabryki. Znam taki park, w którym... - Adam ponownie próbował porozmawiać. - Nie mogę z tobą wyjść. Mogę przebywać tylko w mieszkaniu, w którym wystukano magiczny kod. Radzę ci mniej gadać, a więcej kraść. - zaproponowała pół-żartem Jenna. Adam zerwał się na nogi i ruszył niczym pociąg pośpieszny. To znaczy z opóźnieniem, ale z szansą, że dotrze na czas.

W fabryce nie było problemu. Adam wszedł na taśmę produkcyjną dzięki swojemu potężnemu identyfikatorowi. Nikt nawet nie pytał po co przyszedł. Edamski, choć nie lubił sera to wiedział, że najbardziej śmierdzi kozi cheddar z pleśnią. Chwycił kawałek śmierdziucha i chowając go do kieszeni całkiem zapomniał o kamerach, przez które 24h/7 patrzył czujny szef. Z serem ruszył prędko z pracy do swojego domu. Ruszył tam, gdzie czekało na niego jego marzenie. Inaczej niż w przypadku masturbacji, wydłużający się czas tym razem nie był jego przyjacielem. Do końca pobytu Jenny zostało 15 minut... 10 minut... 9 minut... Zdyszany wbiegał po schodach na dziewiąte piętro tak, jakby to było pierwsze piętro. Że też akurat dzisiaj musiała być konserwacja windy! Przeciwności losu były jednak niczym wobec pięciu ostatnich minut Jenny w jego domu. 4 minuty do końca, a klucz był już w zamku. - Po co w ogóle zamykałem drzwi?! - katował się trudnymi pytaniami, Adam. Pstryk, drzwi otwarte. 3 minuty do końca czasu. To nic. To i tak było trzy razy więcej czasu niż potrzebował by otrzymać swoją niespodziankę. - Pr... Pr... Proo... Prossszę... - wyciągnął cheddara, zdyszany Adam. - I co? To tyle? - zapytała rozczarowana Jenna. - Czekam tu, na tych badziewnych 30 metrach kwadratowych, przez prawie pół godziny, a ty mi przynosisz 5 dekagramów sera? - patrzyła i mówiła z wyrzutem Jenna. - Więcej nie zmieściłem do kieszeni, a gdybym wyszedł z serem na widoku, to nie wypuściliby mnie z fabryki. - tłumaczył się Adam, czując że z niespodzianki nic nie będzie. - Człowieku, czy ty jesteś normalny? Już huj z tym, że pracujesz w fabryce sera i mieszkasz w tym szałasie. Normalny jesteś? Ja się muszę tym cała wysmarować żeby oni się odpieprzyli, a do tego powsadzać sobie to w odpowiednie miejsca, żeby odstraszyć ich ostatecznie. Pięć dekagramów sera? Na ile mi to wystarczy? Na cycki chyba, a to i tak będzie im się dobrze kojarzyło. Bo kto nie lubi sera i cycków? - tłumaczyła dość jasno sprawę Jenna. - Ja nie lubię sera. - nietaktownie odpowiedział Adam. - I seksu oralnego też nie polubisz. W ogóle to za mało śmierdzi. To musi śmierdzieć jak zdechły koń, albo zdechłe coś innego. Masz ten ser i nie do widzenia. Jenna zaczęła rozpuszczać się w eterze niczym ser na pizzy. - Nieeeeeeee! - krzyczał zdruzgotany Adam. Nic nie mógł na to poradzić. Minęło 45 minut i nie było możliwości aby ta chwila z ulubioną gwiazdą trwała dłużej. Wyjściem było albo milion dolarów, albo ponowne wystukanie tajemniczego i magicznego kodu.

Adama nie było stać na milion dolarów. Tym bardziej, że szef dostrzegł przez czujne oko kamery, jak Adam wynosi 5 dekagramów sera. - Adam, Adam, Adam... zaufaliśmy ci jak nikomu. Awanse przychodziły do ciebie same. Kierownicze stanowisko lada chwila zapukałoby do twoich drzwi. A ty robisz coś takiego? Kradzież sera? Przecież wiesz że cały ser ma trafiać do burmistrza... Adam przecież wiesz! - dramatycznym tonem rozprawiał szef. - Szefie, ja przepraszam, ale to była wyjątkowa sytuacja. Ja... musiałem. W moim domu... - zawahał się z tłumaczeniem Adam, bo wiedział, że nikt mu nie uwierzy. - W twoim domu co? Ktoś umierał i potrzebował sera? A może jakaś jebana gwiazda porno pojawiła się w twoim domu i potrzebowała koziego, śmierdzącego cheddara? - pytał ironicznie szef. Adam chciał, ale nie mógł przytaknąć na ostatnie pytanie szefa. - Wypierdalaj Adaś. Niech cię teraz ojciec z emerytury utrzymuje, bo w tym mieście roboty już nie znajdziesz. - szef brutalnie zakończył karierę Adama. Zdruzgotany Adam Edamski wrócił do domu i choć jedna z jego ulubionych czynności, czyli jebanie ludzi z góry do dołu, właśnie stała się historią, to wiedział że jego druga pasja wciąż czeka na niego przed monitorem. Krwawił nasieniem wiele razy próbując wystukać magiczny kod. Aż umarł. Ponoć jego duch do dziś chodzi po 35 metrowym apartamencie z cheddarem w jednej ręce i z członkiem w drugiej, szukając swojej ukochanej Jenny. Jenny Cheeseflower, bo tak nazwał ją na cześć przygody swojego życia.

A morał? Morałów w tej historii jest wiele. Ale jeden jest najważniejszy. Robiąc to, czego chce od ciebie kobieta, prędzej dostaniesz nic, niż to czego chcesz. Tak więc róbcie na odwrót. I tak nic nie dostaniecie. Chyba, że macie milion dolarów.

16 thoughts on “Jenna Cheeseflower

  • 10 sierpnia 2016 at 16:21
    Permalink

    Super wpis! Przeczytałem jednym tchem!

    Reply
  • 7 stycznia 2016 at 15:11
    Permalink

    Najlepszy blog jakiego czytałem! :-D Brechaliśmy z ziomkami długo po przeczytaniu txtu ;-)

    Reply
  • 18 grudnia 2015 at 12:38
    Permalink

    Adam zerwał się na nogi i ruszył niczym pociąg pośpieszny. To znaczy z opóźnieniem, ale z szansą, że dotrze na czas. :D GENIALNE PORÓWNANIE! :D

    Reply
  • 18 grudnia 2015 at 12:35
    Permalink

    HahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaHahahahahahaha… Hahahahaaaa !!!!!! :D :D :D

    Reply
  • 17 grudnia 2015 at 22:23
    Permalink

    rzeczywiście można opluć monitor przez jego teksty….

    Reply
  • 16 grudnia 2015 at 10:33
    Permalink

    To jest genialne! Śmiałem się cały tekst i do teraz chichram :) Dzięki!

    Reply
  • 15 grudnia 2015 at 17:37
    Permalink

    Ponoć jego duch do dziś chodzi po 35 metrowym apartamencie z cheddarem w jednej ręce:):):):):)

    Reply
  • 15 grudnia 2015 at 17:09
    Permalink

    Tekst rewelka ! ;) Aż się chce dłuższych, może książka ? ;P Czekam na kolejen wpisy !

    Reply
  • 15 grudnia 2015 at 13:13
    Permalink

    jaki to jest kod? jaki to jest kod? Wystukuje, wystukuję i nic! ;-D

    Reply
  • 14 grudnia 2015 at 16:15
    Permalink

    Boże, człowieku co Ty masz w głowie, że piszesz tak świetne historie? Prze- zajebisty text! Gratuluję poczucia humoru i kreatywności..

    Reply
  • 13 grudnia 2015 at 16:15
    Permalink

    Monitor opluty, klawiatura osmarkana, w pokoju słychać tylko ha ha ha ha ha ha przez pół godziny. Tekst wymiata! Pozdrawiamy z Łodzi :-)

    Reply
  • 13 grudnia 2015 at 12:54
    Permalink

    ŁO K-U-R-W-A !!!! Z-A-J-E-B-I-S-T-E xD

    Reply
  • 13 grudnia 2015 at 00:15
    Permalink

    żeby ona tak w rzeczywistości wyglądała jak na tym zdjeciu taaaa jasne. z tekstu uśmiałem się mega ;> dzieki

    Reply
  • 12 grudnia 2015 at 22:21
    Permalink

    Hhaahhahaha wstyd się przyznać, ale rzeczywiście moja ulubiona. Gdyby mi tak kiedyś z monitora wyskoczyła, to bym serem poczęstował :D Świetna historia! ;)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.