Kuxu Klan

W życiu każdego człowieka zdarza się co najmniej jeden moment, który zmienia go nie do poznania. W życiu Roberta moment ten nastąpił w młodym wieku. Miał zaledwie 26 lat kiedy upadł, stracił przytomność i zapadł w śpiączkę na kolejnych 20 lat...

Żeby wyjaśnić to zdarzenie musimy cofnąć się do 1996 roku. Robert kończył w styczniu, wspomniane 26 lat. 12go dnia, pierwszego miesiąca nowego roku zapragnął spełnić swoje marzenie. Zabić murzyna. Zbierał się do tego od dobrych trzech lat, ale teraz, w grupie swoich ziomków i ziomeczków mógł spełnić swoją wolę. Wziąć murzyna na lasso, przerzucić przez grubą gałąź i niech dynda. W 1993 roku, niedługo po rozpadzie komunizmu i nastaniu demonizmu, Robert zapragnął być kimś! Wyrazić się tak, że lepiej by nie mógł. Trafiło na czarnoskórych. Jako grupa ogólnie, murzyni przynależą do ludzi, ale według Roberta przynależeli do zwierząt. Czarne to, brudne, albo handluje narkotykami, albo jest alfonsem. W najlepszym wypadku rapuje, lub uprawia jakiś sport. Nienawidził czarnuchów. Nienawidził ich nie tylko za wcześniej wymienione atrybuty. Też za to, że zagrażają białym, cywilizowanym i pełnym kultury oraz miłości ludziom. Supremacja białych była zagrożona, mieszanie się ras śniło mu się nocami, a Afryka była dla niego istnym piekłem na Ziemi. Do tego ta tolerancja i ignorancja wśród społeczeństwa. Musiał coś z tym zrobić!

Dzięki kilku znajomościom miał informacje jak to jest w USA. Nie interesowały go jednak moda, sport, czy finanse. Interesowało go, czy czarni zdobywają wpływy w Stanach. Czy są szanowanymi obywatelami, czy dalej oferuje im się prace jako pomoc domowa oraz na plantacjach. Niestety nikt nie potrafił mu na to odpowiedzieć. Ludzie tylko gadali o filmach, kasetach, płytach, dzinsach i adidasach. Skąd ta obsesja u Roberta? Wiedział, że od teraz już zawsze moda będzie przychodziła do Polski z zachodu. Jeśli tam pojawi się pierwszy wpływowy czarny, to już nigdzie nie będzie tak samo. Nie będzie już w Polsce biało. Będzie biało-czarno, a może nawet czarno-biało. Nasłuchiwał choćby strzępków informacji, czy odradza się Ku Klux Klan, który był według niego jedynym ratunkiem. Tajne stowarzyszenie z Alabamy, opisywane było przez ojca Roberta, Władysława, jako dom. Dom, do którego jego dziadek, John, zanim przyjechał do Polski i zmajstrował Władysława, za nic nie wpuściłby czarnego. Dlaczego? Bo miejsce zwierzęcia jest na podwórku, a nie w domu. Tak, dziadek Roberta, był dumnym członkiem KKK i swojej rodzinie jasno wpajał, że czarny to czarny, a człowiek to człowiek. Dziadek John umarł, kiedy KKK rozpadał się w 44tym. Serce nie wytrzymało, zgon na miejscu. Ponoć dziadek Johna, prapradziadek Roberta, Walton Pułaski był jednym z założycieli KKK w miejscowości Pulaski w Stanach Zjednoczonych. Ta rodzina miała biel we krwi i wysysali ją z mlekiem matki. Robert był przerażony ilu czarnych muzyków i aktorów pojawia się w popkulturze. Ilu wpływowych biznesmenów ma w sercu kolor inny niż biały. To nie mogło się tak dalej rozwijać!

Robert kochał ojca, ale prawdziwą inspiracją był dla niego wspomniany prapradziadek. Postanowił pójść podobną ścieżką i założył pierwszy w Polsce Ku Klux Klan. Nazwał go Kuxu, a pierwsze zebranie organizacyjne odbyło się w Bielsku Białej. - Mateuszu, Romanie, Czesławie i Katarzyno. Witam Was bardzo serdecznie na pierwszym, oficjalnym zebraniu polskiego Ku Klux Klanu, które odbywa się 12go stycznia 1993 roku. Nasz Ku Klux Klan nazywa się Kuxu i zbieramy się tutaj żeby ochronić nasz kraj przed wielkim, czarnym, zwierzęcym zagrożeniem. Jeśli boicie się diabła, to znaczy, że nie widzieliście jeszcze czarnego! A zbliżają się oni, panie i panowie. Zbliżają się wielkimi, czarnymi krokami! Musimy działać! Działać już dziś! - próbował rozpalić ogień w gościach, Robert. Na to, Mateusz i Roman, pomachali pożegnalnie rękami i podążyli do wyjścia. - To cześć, my będziemy lecieć, bo my coś chyba źle przeczytaliśmy. Myśleliśmy, że tutaj jakiś zespół będzie, muzyka i jakieś piwo. - wyjaśniał Mateusz. - No, myśleliśmy. – potwierdzał Roman kiwając głową. - Panowie wysłuchajcie jakie zagrożenie napływa, bo ono może przyjść po was, wasze córki, matki i ojców też, i synów też! - wzniosłym tonem zatrzymywał swoich zacnych gości, Robert. - Nie, nie. My, nie, nie. - wytłumaczył Mateusz. - No, nie, nie. - potwierdził Roman. Po czym trzasnęli drzwiami. W międzyczasie Czesio i Kasia wpadli sobie w oko, przeszli na „ty” i również zamierzali zmierzać do wyjścia. - A wy gdzie? Siostro, bracie! Nie rozumiecie co nas czeka, jeśli nie zaczniemy działać?! Czarna dziura nas czeka. Chcecie żeby czarny, albo ciapaty, albo żyd, albo wszystko razem gwałcił wasze córki, matki i ojców też, i... - nie dokończył zdania Robert, ponieważ przyszli kochankowie zatrzasnęli drzwi za sobą. Niestety, pierwsze, oficjalne spotkanie Kuxu nie należało do udanych. Roberta to nie załamywało. Walton Pułaski, mieszkający w biednej, zapyziałej Alabamie też nie miał łatwo zanim współzałożył pierwszy KKK. Drugie spotkanie w Białej Podlaskiej wyszło już znacznie lepiej. - Zbieramy się tutaj Bogdanie, Marcinie, Krystianie, Patryku, Renato i Aniu, żeby rozwiązać nieuchronnie zbliżający się problem. Jestem tutaj po to, byście już nigdy więcej nie musieli cierpieć przez czarną zarazę tego świata! Nigdy więcej! - tymi słowami rozpoczął drugie, oficjalne spotkanie Kuxu, Robert. Zaraz po tych słowach, Patryk i Renata wybiegli ze spotkania lekko przerażeni, widząc szał w oczach mówcy. O dziwo pozostała czwórka została. - Można na tym zarobić? Będą z tego pieniądze? - zapytał wprost, Krystian. - No właśnie. Jaka kasa z tego jest? - wtórowała mu, Anka. - Tu nie o pieniądze chodzi! Tu chodzi o coś znacznie ważniejszego. O czystość tego kraju! - odpowiedział wzniośle, Robert. - Czyli zakładamy firmę sprzątającą, tak? - dopytywał nie do końca zrozumiawszy, Marcin. - W pewnym sensie tak. Musimy obronić ten kraj przed brudem, który nadciąga zza granicy! Jednak nie dosłownie mamy zajmować się... - próbował dokładniej wytłumaczyć swoją metaforę, Robert. - No dobra, to ja mam dobry kontakt do hurtowni ze środkami czystości. Mogę załatwić co potrzebujemy oraz wszelki sprzęt też. - zaproponował Bogdan. - Ja znam kilka dziewczyn, które możemy zatrudnić i dwóch chłopaków też przyda się do pomocy. - dodała Ania. Krystian i Marcin zgłosili się na ochotników do męskiej części ekipy sprzątającej. Wszystko było już ustalone, oprócz jednego. - Robert, ta nazwa Kuxu, to nie pasuje do naszej działalności. - stwierdziła Anka. - Ania ma rację. Bardziej Klinux. - zaproponował Bogdan. - Klinux! Dobre! - podjarał się Krystian. - To niech zostanie, bo rzeczywiście pasuje. Zgoda Robert? - zapytał Marcin. Co na to Robert? Spotkanie nie rozwinęło się w stronę, którą sobie zaplanował. Niemniej jednak można było odnieść wrażenie sukcesu i Robert takie właśnie wrażenie odniósł. Wszak nie wszyscy uciekli ze spotkania, jak to było poprzednim razem.

Założyciel Kuxu przeistoczył się we współzałożyciela Przedsiębiorstwa Handlowo Usługowo Sprzątającego Klinux. Jednak PHUS Klinux, w dalszym tajnym planie Roberta, było tylko przykrywką dla tajnego stowarzyszenia Kuxu, w którego to radzie nadzorczej zasiadał i zarazem był w niej jedyny. Jeśli chodzi o pozostałych zrzeszonych, to również był tylko on. Tajne stowarzyszenie Kuxu, bazując na metodach oryginalnego KKK z USA, miało swój tajny język, tajemnicze spotkania w tajemniczych miejscach, tajemnicze nauki oraz tajemnicze nazwy dla swoich zakonników. - Otwieram dziesiąte już spotkanie organizacyjne Tajnego Stowarzyszenia Kuxu. Jako jedyny zasiadający w radzie nadzorczej i będąc jednocześnie Wielkim Magiem, chciałbym przedstawić nasz pierwszy cel. Na ostatnich dziewięciu spotkaniach rozmawialiśmy o kwestiach organizacyjnych oraz wymyślaliśmy dowcipy o czarnuchach, jak np. „Co ma wspólnego czarnuch ze zwierzęciem? Wszystko.”. Moi drodzy zakonnicy, przyszedł czas żeby rozpocząć działania. Działania na szeroką skalę! - mówił na głos, choć był sam w pomieszczeniu, Robert. - Proponuję, żeby pierwszym celem TS Kuxu było zabicie czarnucha. Muszą wiedzieć, że nie mogą stąpać po naszej, świętej, białej ziemi. Damy im przykład zanim się tutaj zjawią! Żeby już nigdy, żaden czarnuch nie wjechał do Polski i nie wyjechał z Polski żywy. Otwieram głosowanie. Kto jest za? … Jeden … Kto jest przeciw? … Zero … Wstrzymał się? … Brak. Tak więc pierwszy cel TS Kuxu uważam za oficjalny! - uradował się wynikami głosowania, Robert. Tymczasem Klinux z Bogdanem, Marcinem, Krystianem i Anką na pokładzie miał się świetnie. - Ty, a gdzie jest Robert? - dopytywał Krystian. - No właśnie. Dzień wypłaty, świętujemy pierwsze pieniądze, a tego od tygodnia nie ma. - również dziwił się, Marcin. - Ja wiem, że jest współ-szefem i w ogóle, ale mógłby się czasami w pracy pokazać. Tym bardziej w dzień wypłaty. - zauważył Bogdan. - Jak go tydzień temu widziałam i pytałam gdzie idzie to mówił, że to tajemnica i nie może powiedzieć. Wspomniał tylko coś o jakichś magach i celach... i że go trochę nie będzie, bo musi odbyć wiele spotkań i narad. Nie wiem o co chodziło. - wyjaśniła nieobecność Roberta, Ania.

Nie było łatwo osiągnąć cel Kuxu w Polsce. Liczba czarnoskórych „czarnuchów” w przeliczeniu na jednego białego i „świętego” pana, była mniejsza niż najmniejszy błąd statystyczny. Gdzie znaleźć blckmn'a (bo tak w tajnym języku Kuxu nazywano czarnoskórych) w miejscowości Pszcząźniów Biały? Gdzie w ogóle znaleźć czarnego w Polsce, w roku 1993? Chyba tylko w Warszawie, ale tam zabicie cudzoziemca wiązałoby się z konsekwencjami, a tego Robert nie chciał. - Za zabicie czarnucha powinienem dostać medal, a nie jeszcze człowieka karzą! - wściekał się na głupie zasady, Robert. Lata mijały, Robert się ożenił, w drodze były dzieci, PHUS Klinux było prawdziwą żyłą złota, a czarnoskórego w okolicy ani nawet ćwierć. Aż w końcu, białe słońce zaświeciło dla Roberta. Niestety czarne słońce zaświeciło dla Fatima Illihadiego. Nieszczęśliwie zakochanego Egipcjanina, który przyleciał do Pszcząźniowa Białego za swoją ukochaną turystką z Polski, Beatą Bonk. Fatim nauczył się nawet dla niej bezbłędnie mówić „Pszcząźniów Biały”. Niestety Beata nie chce go, odkąd poznała Mehdiego, z którym teraz wiąże nadzieje na przyszłość. Fatim zamiast Beacie, wpadł w oko Robertowi. - Robert, a może pójdziesz jutro z dzieciakami na basen? - zapytała podczas spaceru Zosia, żona Roberta. - Pewnie, czemu nie. - zgodził się, a potem jakby twierdząco spytał, Robert. Nagle stęskniony Fatim pojawił się na horyzoncie Roberta. Szedł tuż naprzeciw niego. Właśnie wyszedł ze sklepu, trzymając w ręku tabliczkę czekolady. Czarnej czekolady. Przeszedł obok niego, a Robert z otwartą szczęką odwrócił się za nim, niczym facet za ślicznotką. Nie był to może najczarniejszy z „czarnuchów” jakich widział Robert, ale wystarczył. Wystarczył, by zagrażać jemu, jego rodzinie oraz jego krajowi. - Weź dzieci i idź do domu. Muszę się czymś zająć. – powiedział do żony Robert, momentalnie podejmując działanie, by osiągnąć postawiony przed Kuxu cel. Żona jak usłyszała tak zrobiła, bo i tak nie za bardzo lubiła spędzać czas z mężem. Robert ruszył za swoim wybrankiem szybkim krokiem i próbował tropić zwierzynę niczym wytrawny myśliwy. - Beata! Beata! Myyhyhyhyyyy (czyt. szlochanie)... Beata! Myyhyhy... Ja tutij w Pszcząźniów Biały do twoja przylatał z prośbami. Bądź moja kurwa mać, proszę! Beata! Beata! Myyhyhyhyyyy... - darł się pod oknem mieszkania Beaty Bonk, Fatim. - Jak tyś odnalazł mój adres?!?! - zdziwiła się zaskoczona Beata, widząc kto drze japę pod oknem. - Ja ci zabrać ID i passport kiedy ty spać, żeby ty nie wyjechać z Egipta, ale ty je odnalazła przypadkiem i wróciłaaaaa... Myyhyhyhyyyy... - tłumaczył znajomość adresu, Fatim. - Wiedziałam, że same się do pudełka od butów i pod łóżko nie wsadziły! Wypierdalaj mi stąd Fatim, bo wezwę policję, stalkerze jebany! Rozumiesz? Policję! Police! Polizei! - odpowiedziała na szlochy Fatima, Beata. - Ja nie chce policaj, ja chcieć Beata w Egiptaaaa... Myyhyhyhyyyy... - tłumaczył zrozpaczony kochanek. - Możesz chcieć stąd spierdalać i tylko tyle możesz chcieć. Za minutę cię tutaj nie widzę, albo cię stąd wywiozą siłą. - zakończyła dyskusję trzaskając oknem, Beata. - Myyhyhyhyyyy... - zrobił Fatim, po czym odszedł spod domu Beaty. To była okazja dla Roberta.

Postrzelone w serce zwierzę, łatwo było dopaść ofertą darmowej wódeczki i pocieszającej rozmowy. - Rozumiem cię Fatim, naprawdę. Tak jak mówisz, ty przyjechałeś, ty kochałeś, ty bardzo chcesz z powrotem. Rozumiem cię doskonale. - w pobliskim barze okazywał fałszywą wyrozumiałość, Robert. - No ja przyjechał, kochał najbardzo i mocno chce znowu z powrotem. Dzięki, że ty tak rozumieć i ty mnie wziąć na wódka. Ty przyjaciel. - stwierdził wstawiony kolejnym już kieliszkiem, Fatim. Robert przyjacielem Fatima? - Ten czarnuch chciał ruchać białą Polkę i robić jakieś czarno-białe szczeniaki, a teraz przyjaciela szuka? - Robert wzdrygał się na samą myśl, zaciskając dyskretnie pięść. - Choć Fatim, idziemy się przejść, przewietrzyć, trochę wytrzeźwieć i wsadzimy cię do skrzynki jak małpę i wywieziemy tam, gdzie twoje miejsce. - zaproponował po ponad godzinnej popijawie, Robert. - Że co? - zdziwił się propozycją, Fatim. - Musisz wytrzeźwieć i znaleźć hotel. Chodź, idziemy. - zarządził Robert. Poszli trzeźwieć do parku, po którym Robert często spacerował razem z rodziną. Fatim nie miał mocnej głowy do picia, dlatego trzeźwienie w parku z Robertem wydawało mu się całkiem dobrym pomysłem. Podczas spaceru Robert znalazł kamień, którym postanowił przypieprzyć od tyłu w łeb Fatimowi. A potem dotłuc do końca, jeśli będzie trzeba. Co będzie dalej, to się wymyśli. - PHUS Klinux wyczyści wszystko. - wmawiał sobie i klientom Robert, choć w głębi duszy wiedział, że czarnego do białego nie domyje. Kamień w ręce. Odurzony Fatim idzie przodem. Zamach i... Robert poślizgnął się na skórce od banana i zapieprzył tyłem głowy o kamień, który miał przygotowany na Fatima. - O jezus, o jezus! Kurwa mać! Kurwa mać! - wykrzyczał Fatim, po tym jak odwrócił się za siebie, kiedy usłyszał odgłos upadającego Roberta. Egipcjanin wytrzeźwiał momentalnie. Prędko wezwał pomoc krzycząc „Kurwa mać! Pomocy! Kurwa mać! Pomocy!” po czym ktoś wezwał karetkę. Robert na szczęście żył, ale jak się później okazało nie do końca. Zapadł w śpiączkę, przez – jak stwierdzono – nieszczęśliwy wypadek. Rok 1996 oraz Kuxu zmieniły Roberta nie do poznania na kolejnych 20 lat.

Dokładnie 20 lat po nieszczęśliwym wypadku, 12go stycznia, w swoje urodziny Robert obudził się ze śpiączki. Lekarze uznali, że to cud, bo jeszcze dzień dłużej i mieli go odłączyć od aparatury. - Tato, tato... Naprawdę się obudziłeś? - zapytał Michał. - A ty kto? - nie na pytanie odpowiedział Ryszard. - To ja. Michał. Jestem twoim synem. - oznajmił Michał. - Mój Michał jest mały i jeździ w wózku... Jak możesz być... - szok po przebudzce wciąż towarzyszył Robertowi. - Tato, byłeś w śpiączce przez 20 lat. Myśleliśmy, że już nigdy... - syn rozpłakał się w ramionach ojca. Ojciec również rozpłakał się w ramionach syna. Potem rozpłakała się żona w ramionach obojga. A niebawem rozpłakać się miała córka w ramionach reszty rodziny. Rozmowom i opowiadaniom nie było końca. Wspomnienia najbliższych wypełniły szpitalny pokój Roberta. - No i widzisz tato, Klinux zarobiło miliony, wszyscy z założycieli są ustawieni do końca życia na trzy pokolenia do przodu, a Ty wciąż masz miejsce w radzie nadzorczej. - tłumaczył fantastyczną sytuację PHUS Klinux, Michał. - Synu, idź do domu, pójdź na strych i przynieś mi małą, białą skrzynkę z napisem „TS Kuxu – NIE OTWIERAĆ!” - poprosił syna, ojciec. Robert nie miał czasu do stracenia. Rodzina była ustawiona, firma dobrze prosperowała, on znowu wrócił do żywych, więc trzeba było zająć się realizacją celu postawionego sobie wiele lat wcześniej. W kościach czuł, że coś jest nie tak. Po przebudzeniu ze śpiączki pozostał w szpitalu jeszcze dwa tygodnie, gdzie miał możliwość zetknięcia się z telewizją. Dowiedział się kto jest prezydentem USA, zobaczył jak skóra pociemniała Brytyjczykom, Niemcom oraz Francuzom. Dostał dwudniowej zapaści kiedy zobaczył jakiego koloru są artyści z zagranicy, a na wieść o tym, że istnieje coś takiego jak LGBT dostawał drgawek i konwulsji. - Robert nie przejmuj się tak tym. Świat już nie jest taki jaki kiedyś, musisz trochę odpuścić. - uspakajała męża, żona. - Świat nie jest taki jak kiedyś? Wręcz przeciwnie! Jest dokładnie taki sam jak kiedyś! Kiedy to ludzie i zwierzęta żyli sobie razem pod gołym niebem. Jest dokładnie jak na samym początku! - Robert pozostawał niewzruszony na argumenty żony. Trochę cieplej wypowiadał się o czarnoskórych, że są to „rozumne zwierzęta”, po tym jak dowiedział się o Olisadebe. Jednak ostatecznie po obejrzeniu Mistrzostw Świata w piłce nożnej z 2002 roku zmienił zdanie na „bezmózgie zwierzęta”. - Masz moją skrzynkę? - zapytał syna po 12 dniach oczekiwania. - Mam, wreszcie znalazłem. Była nieźle ukryta. Co w niej jest tato? - dopytywał Michał. - Nic dla ciebie. A teraz idź już sobie. Idź wydawaj moje pieniądze. - poinstruował syna, dobry ojciec. - Nie ma sprawy. - ucieszył się Michał. W białej skrzynce były protokoły pozwalające na rozpoczęcie oficjalnego zebrania TS Kuxu. Trzeba było natychmiast ustanowić nowy cel! Jaki? - Oficjalnie proszę o poparcie mojego pomysłu na nowy cel w roku 2016 dla TS Kuxu. Jako, że 20 lat temu osiągnięcie celu było bardzo bliskie, to teraz musimy sobie postawić poprzeczkę jeszcze wyżej! Czarna zaraza rozproszyła się po świecie bardziej, niż śniłem w swoich najgorszych koszmarach. Jeden zabity czarnuch nie odstraszy tych dzikich zwierząt. Nawet sto czarnych, zwierzęcych głów nabitych na pale przy granicy, nie przekona ich do odwrotu. Musi zginąć ich lider. Musi zginąć Barack Obama! - zaproponował na zebraniu, Robert. - Kto jest za? … Jeden … Kto jest przeciw? … Zero … Kto się wstrzymał? … Brak. Cieszę się, że moja propozycja została przyjęta przez członków Kuxu. Postaramy się zrealizować postawiony cel jeszcze w tym półroczu! - zatwierdził decyzję większości, Robert. Jednoosobowe zebranie TS Kuxu zrobiło niezłe show w szpitalu. Lekarz prowadzący musiał tłumaczyć mocno zdziwionym obserwatorom, że pacjent dopiero wyszedł ze śpiączki i nie wie co mówi. Jednak Robert bardzo dobrze wiedział co mówi.

- Kiedy w końcu przyjedzie Marysia? - dopytywał o córkę, Robert. - No przyjedzie, jak tylko wróci ze swojego... projektu szkolnego. - tłumaczyła żona. - No właśnie, gdzie ona wyjechała? Bo nic nigdy nie mówicie, a zanim wyruszę w podróż, która jest tajemnicą, chciałbym się z nią zobaczyć. - tłumaczył zatroskany ojciec. - No pojechała... poza Europę... wróci już jutro. - wyjaśniał syn. - Ale gdzie poza Europę? Jak tylko wyjdę ze szpitala, wylatuję do USA, to może się z nią tam spotkam? - nie odpuszczał tematu, Robert. - W USA jej nie ma, ale jutro odwiedzi cię w szpitalu, zobaczysz. Jak Marysia przyjedzie, to wszystko ci opowie. - wciąż mało jasno tłumaczyła nieobecność córki, matka. - Dobrze, skoro to taka tajemnica, to poczekam na nią do jutra. - zgodził się Robert. Następnego dnia, już z samego ranka zjawiła się Marysia. - Tatusiu! Wstałeś wreszcie! - ucieszyła się i zażartowała Marysia. - Córeczko! Nareszcie. Aleś wyrosła! Gdzie byłaś tyle czasu? Patrzcie jaka opalona w styczniu. Gdzie cię wywiało na wczasy, co? - zachwycał się córką, ojciec. - Tatko, musimy pogadać. Nie byłam na wczasach. Byłam u rodziny mojego narzeczonego. Wcześniej on był tutaj z wizytą, a teraz ja pojechałam do niego. - wyjaśniła córka. - Narzeczonego? Matka mówiła, że to jakiś zagraniczny projekt szkolny. - dziwił się ojciec. - Tak wiem, prosiłam ją żeby tak mówiła. Tato, jestem w ciąży. W trzecim miesiącu. Chciałam ci to powiedzieć osobiście. - oznajmiła córka. - Będę dziadkiem? Cudowna wiadomość! Kto jest ojcem, kto jest moim zięciem? - uradował się Robert. Marysia trochę pobladła. - Na imię ma Jonathan Prince i mieszka w Nigerii. Znamy się od trzech lat, kiedy przyjechał do Polski na studia. Kochamy się i chcemy zamieszkać razem tutaj, w Pszcząźniowie Białym... - wyjaśniła sprawę Marysia. - Aha, aha... Jonathan, tak? To jakieś angielskie imię? Prince? Trafiłaś na księcia z bajki? Jeździ na białym koniu? - dopytywał Robert, czując że państwo, z którego pochodzi przyszły zięć, nie słynie z białych koni. - Tato, Jonathan jest z Nigerii. - wyłożyła kawę na ławę Marysia. - Aha, aha... Biały książę z Nigerii, który zarządza zwierzęcymi plemionami tam osiadłymi, jasne. Bardzo dobry wybór, córeczko. - zdawał się rozumieć sytuację, Robert. - Prince to popularne imię w Nigerii jak Kamil, albo Konrad u nas, w Polsce... Nie ma nic wspólnego z żadnym tytułem. - tłumaczyła „szlacheckie” pochodzenie swojego wybranka, Marysia. - Aha, aha... Ale Jonathan to białe imię, prawda? - zapytał Robert, wcale nie chcąc słyszeć odpowiedzi. - Tato to wielki, napakowany murzyn, z czarną jak smoła skórą, który spłodził Twojego wnuka wielkim, czarnym... - wyjaśniła tak, że jaśniej się nie dało, słynąca z charakteru po ojcu, Marysia. Nie musiała kończyć zdania o tym, co dokładnie wielkiego i czarnego płodziło wnuka Roberta. Momentalnie Kuxu i nowy cel stowarzyszenia nabrały jeszcze większego sensu dla Wielkiego Maga zakonu. Jednak ponownie nie było mu dane zrealizować tego celu. Po wiadomości od córki Robert nie wytrzymał. Patrzył godzinami w białą ścianę, z wykrzywioną niczym w The Ring twarzą, po czym ponownie stracił przytomność. Być może obudzi się za kolejnych 20 lat, w jeszcze nowszym dla niego świecie. Czy to przeżyje? Nie wiadomo, ale jedno jest pewne. Teraz, choć w śpiączce, żyje pełnią życia. Śni swój ulubiony sen o tym, jak jeździ po Afryce niczym po safari i strzela do zwierząt całymi dniami i nocami.

Na koniec, zanim Robert obudzi się po raz kolejny, wysłuchajmy tej historii morał pełny: Jeśli nie uda Ci się zabić Egipcjanina, to Twoja córka wyjdzie za murzyna.

13 thoughts on “Kuxu Klan

  • 12 lutego 2016 at 15:54
    Permalink

    Haha cytat jest super a historyjka jeszcze lepsza :)
    Więcej takich! Ubaw niesamowity.

    Reply
  • 11 lutego 2016 at 19:03
    Permalink

    a co historia… skąd ty pomysły na to bierzesz? :D

    Reply
  • 9 lutego 2016 at 15:51
    Permalink

    Ryjemy się jak głupi z tych twoich tekstów :) Sam to piszesz? Dobre w chuj! :)

    Reply
  • 27 stycznia 2016 at 11:44
    Permalink

    Zajebiście gosciu piszesz. :) Wszyscy chwalą, ale to jest rzeczywiście rewelacyjne. Bardzo dobrze się czyta.

    Reply
  • 25 stycznia 2016 at 22:32
    Permalink

    Świetny tekst! :) Uśmiałem się jak mało kiedy. :D :D Pozostałe teksty również genialne! :D

    Reply
  • 20 stycznia 2016 at 17:56
    Permalink

    wyjebana historia! :D Więcej! Więcej! :)

    Reply
  • 19 stycznia 2016 at 01:21
    Permalink

    Zajebista strona! Tak trzymaj! :)

    Reply
  • 18 stycznia 2016 at 06:54
    Permalink

    To jest takie głupie że aż śmieszne :)

    Reply
  • 15 stycznia 2016 at 21:34
    Permalink

    10/10 znowu wyśmienite :)

    Reply
  • 15 stycznia 2016 at 16:51
    Permalink

    egipcjanin zajebisty! :D :D jak prawdziwy jak sie w polce zakocha :D

    Reply
  • 14 stycznia 2016 at 19:05
    Permalink

    Wciąga jak jakieś pojebane :-D

    Reply
  • 13 stycznia 2016 at 22:25
    Permalink

    Prosta fabuła, wspaniale opisana :) Dżesi dzięki za dobrą rozrywkę :)

    Reply
  • 13 stycznia 2016 at 14:38
    Permalink

    No pięknie.
    Dotrwałem do końca, zajebista historyjka :D
    Jak dobry stuff, rozpierdol w bani.
    gratz i polecam.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.