Legenda z AbINACA

Mariusz miał problemy finansowe. Całymi dniami przesiadywał w barze Korweta i grał w c'kuno, popularną grę hazardową na planecie AbINACA. Na AbINACA praktycznie każdy był od czegoś uzależniony, ale Mariusz wyjątkowo wciągnął się w c'kuno. Wydawał 200 haluksów, wygrywał 30 i uważał, że jest na plusie. Przecież w końcu wygrał 30 haluksów. Przeciętny AbINACAńczyk zarabiał 1200 haluksów miesięcznie. Nietrudno policzyć, że Mariusz w kilka dni stracił wszystko co miał na czynsz i opłaty. Jeść nie musiał – żywiła go pasja do c'kuno. Zapożyczał się u znajomych, żeby się odegrać, ale średnio to wychodziło. Cały czas utrzymywał poziom 200 haluksów wtopy, jednocześnie wygrywając 30, czasami 35. Mariusz jeszcze nie wiedział, że to była jego najlepsza passa.

Przyszedł dziewiąty dzień tygodnia, czyli tzw. dziewiątek. Mariusz czuł, że dzisiaj rozgryzie c'kuno. Opracował system. Pożyczył od ostatniego znajomego, u którego nie miał długów aż 500 haluksów. O dziwo znajomy uwierzył w system Mariusza. Tak, był głupi. Za to bogaty. 500 haluksów rozeszło się w 15 minut. Wygrana? 12 haluksów. Mariusz zrozumiał, że stracił 488. System zawiódł, ale może właśnie tak miało być? Może dzięki temu zrozumie, że nie wygrywa w c'kuno. Przerażony długami zaczął się zastanawiać jak je spłacić. Szukał lombardu, ale wszystkie były zamknięte. Zresztą i tak nie miał wiele do sprzedania. Został mu tylko gangsterski krzyż z mosiądzu, który dała mu babcia na maturę oraz Volkswagen Golf II 1.6 w Dieslu. Niestety większość na AbINACA jeździła już „trójkami”, więc sprzedaż „dwójki” nie opłacała się. Tym bardziej, że kto kupi samochód bez tylnych drzwi? Kiedy krążył w swoim samochodzie po planecie spotkał Jerzego. Drobnego złodziejaszka, również wielkiego fana c'kuno. Znali się z baru, gdzie wtapiali wszystkie pieniądze. Jerzy nie wyglądał jednak na biednego. - Co tam, Mario? C'kunujemy dzisiaj? Czuję, że szmata da jak nigdy! - uradował się Jerzy na widok Mariusza. - Odpada, stary. Mam 12 haluksów w kieszeni i długi. Muszę przestać chodzić do baru. - zreflektował się Mariusz. - Daj spokój, pożyczę Ci 200, zarobisz 30 i mi oddasz. - Jerzy próbował na logikę podejść kolegę. - Nieee, stary. Dosyć długów, c'kuno nie jest chyba dla mnie. - smucił się Mario. - Jak to nie dla ciebie?! Nie znam lepszego gracza niż ty! Prawie codziennie kosisz 30 haluksów! - motywował smutnego przyjaciela Jurek. - Wiem, ale mam system, który wymaga ode mnie progresywnego podbijania. A do tego potrzeba kasy. Sporej kasy! Tysiąc, może nawet 1100 haluksów, a nie mogę całej pensji przeznaczyć na c'kuno. - wyjaśniał Mariusz. Nie była to do końca prawda, ponieważ co miesiąc wydawał na c'kuno dużo więcej niż zarabiał. - To może sprzedasz Golfa? - zapytał Jurek. - No i ile mi dadzą za niego? Najwyżej 100 haluksów. - szybko obliczył Mariusz. - Wiesz... Na AbINACA pewnie tak, może nawet 50. Ale gdybyś sprzedał go na giełdzie w Szczecinie? - podsunął pomysł Jurek. GDZIE?! - zdziwił się Mario. - Byłem tam ostatnio z płytami CD, które sam nagrałem. Stary, biorą wszystko! I to za jaką cenę! Dwa haluksy od płytki. - jarał się Jurek, po czym pokazał pełny portfel. Mariusz nie miał pojęcia gdzie jest Szczecin, ale wiedział, że będzie tam za pół godziny.

Na google maps sprawdzili jak najszybciej dojechać samochodem z AbINACA do Szczecina. Mariusz zalał Golfa za całe 12 haluksów. Wystarczyło żeby dojechać do miejsca przeznaczenia. Tak, to był bilet w jedną stronę. Wóz, albo przewóz. Sprzedany Golf i powrót do domu jako bogacz, albo śmierć w Szczecinie. - Zanim się wybierzesz, weź ze sobą trochę INACA. - poradził Jurek. - Po co? Szybka akcja i wracam. - dziwił się Mariusz. - Hmmm... Jakby ci to powiedzieć? Widzisz, tam gdzie jedziesz jest pojebanie. Fakt, że kupują płytki za 2 haluksy i stare Golfy to nie wszystko. Poczujesz pojebaństwo w powietrzu jak tylko wysiądziesz z samochodu. Uwierz mi, weź ze sobą trochę INACA. - doradził Jurek. - No dobra, to daj mi dwa gramy heroiny i bohatersko przejdę tę misję. - zaproponował Mariusz. - Heh, Mario, Mario. U nas, fakt, kupisz heroinę w każdym sklepie i na stacji benzynowej. Ale na planecie, której będziesz jest zakazana. Jak cię przetrzepią na granicy, to możesz nie dojechać do Szczecina. Zamkną cię. - wyjaśniał Jerzy. - Co?! Heroina zakazana?! Może kokaina też? Hehehe - zażartował Mario. - Nie ma co się śmiać przyjacielu. Kokaina też. - zripostował żart Jurek. - Co?!?!?! Pojebani jacyś? - Mariusz zapytał, stwierdzając. - Mówiłem ci przecież od początku. – przypomniał koledze Jurek.

Mariusz spakował prawo jazdy, paszport i dowód rejestracyjny. Kolega z warsztatu podbił na krechę dwa zaległe przeglądy. Około ósmej rano Mariusz wyruszył za wskazówkami google maps i w 30 minut był na granicy niemiecko-polskiej. Kiedy celnik zobaczył Golfa II 1.6 w Dieslu tylko się uśmiechnął i machnął ręką żeby jechać dalej. Miał takiego samego. - Gut auto. – celnik kiwnął głową z uznaniem. - Wanna' kaufen? - już na starcie zaczął negocjacje Mariusz. Celnikowi nie był jednak potrzebny drugi Golf. Nawet dla żony, bo żonę miał brzydką, więc nie wychodziła z domu. Z granicy w godzinkę dojechał na giełdę. Nie był sam. Wokół praktycznie same Golfy i Passaty. - Czym by się tutaj wyróżnić, żeby szybko opierdolić samochód i wrócić do strategicznego wygrywania w c'kuno? - myślał intensywnie. W kieszeni miał coś... czego jeszcze nigdy w Szczecinie nie było.

NA SPRZEDAŻ GOLF II 1.6 DIESEL, CZTERODRZWIOWY, ELEKTRYCZNE SZYBY I LUSTERKA, AKTUALNY PRZEGLĄD I OC, NIEBITY, PRZEBIEG 50.000 (KOBIETA JEŹDZIŁA TYLKO DO KOŚCIOŁA I SWOJEJ MATKI), STAN IGŁA, BEZ TYLNYCH DRZWI.
UWAGA: DO ZAKUPU DORZUCAM SUBSTANCJĘ NIE Z TEJ ZIEMI!!!

CENA: DOGADAMY SIĘ

Tak brzmiało ogłoszenie. Sprytnie wykombinował to Mariusz. Niebity? Od pół roku, tak. Przebieg 50.000? To akurat zasługa kolegi od przeglądu, który w gratisie zbił z licznika jeszcze jedną piątkę z przodu. Kobieta jeździła? Fakt, były w tym samochodzie kobiety, ale nie jako kierowcy. Stan igła? No miał ślady igieł gdzieniegdzie. Ogłoszenie było prawdziwym kłamstwem, lub jak kto woli kłamliwą prawdą. To jednak nie odstraszało klientów. Ba, wręcz przyciągało. Negocjacje trwały do południa. Niektórzy byli chętni na wymianę, inni chętnie by ukradli oferowany pojazd, a jeszcze inni chcieli zapłacić za dużo za taki złom. Właśnie na klientów tej trzeciej kategorii polował Mariusz. W końcu się udało. Młody, niedoświadczony łeb, dostał dwa miesiące temu parę złotych na osiemnastkę i szukał... no jakżeby inaczej, Golfa II w Dieslu. - Bry, no to się może dogadamy? - zagaił łeb. - Pewnie. Sto tysięcy euro. - zaproponował Mariusz. - Mam... 127 euro, 34 złote i niepełno paczko gum orbit. Aha... i dwa papirosy. - targował się łeb. - Dorzuć czapkę z daszkiem, którą masz na głowie i stajesz się dumnym właścicielem tego eleganckiego rydwanu. - zaproponował ostateczną ofertę Mario. Po co ta czapka? Na czapce była łyżwa, bardzo podobna do tej na jakiej gra się w c'kuno. Dla Mariusza to był znak. - Bra! Ma tuta piniondze, czapke, gumy i papirosy. - wyciągnął zapłatę łeb. - Jednego papierosa zatrzymaj. - przystopował łba Mariusz. - Przyda ci się do tego. – wyjaśnił, wyciągając substancję nie z tej ziemi. Uśmiech na twarzy łba rozjaśnił całą giełdę. Wyglądało na to, że bardziej cieszy się z substancji niż z osiemnastkowego prezentu na czterech kołach.

127 euro, 34 złote, niepełna paczka gum orbit, jeden papieros oraz czapka z daszkiem świadcząca o miłości do c'kuno. Na AbINACA Mariusz mógłby tylko pomarzyć o takich kokosach za Golfa II. Sposób z targowaniem, żeby zacząć od stu tysięcy euro podłapał od Jerzego. - Zacznij z grubej rury, a potem przystań na każdą ofertę. – doradził mu Jurek. I wypaliło. Prędko pognał do kantoru, jeszcze przed jego zamknięciem. Euro oraz złotówki wymienił na dolary amerykańskie. Dolary amerykańskie wymienił na dolary australijskie, a następnie dolary australijskie na dolary singapurskie. Te ostatnie bardzo łatwo wymienić na haluksy, więc mógł ruszać do domu. Pociąg miał za 3 godziny. Zostało mu trochę INACA z transakcji oraz papieros od łba. Zrobił to, co każdy prawdziwy AbINACAńczyk w Szczecinie. Użył tego co miał.

Nazajutrz z samego rana, wszystkie dolary singapurskie, które przywiózł ze Szczecina, wymienił na haluksy. Oj był bogaczem tego dnia. 3821 haluksów i 36 penisków – taki szmal skosił za Golfa II! Sam nie mógł w to uwierzyć. Jako, że Mariusz był porządnym AbINACAńczykiem, oddał końcówkę 21,36 HUY (międzyplanetarnonarodowe oznaczenie waluty haluks) na poczet długów, które miał u znajomych. Oczywiście, był winny dużo więcej, ale po co miał od razu oddawać całość? Przecież inwestując w c'kuno to, co przywiózł odrobi wszystko z nawiązką, odda wszystkie długi i jeszcze pójdzie się najebać za resztę. Miał przecież strategię. I to był jego dzień. Przegrał wszystko, ale wygrał 86 haluksów. Strategia nie zawiodła. Do dziś jego wynik jest na pierwszym miejscu w c'kuno w barze Korweta. A obok wyniku... jego zdjęcie w czapce świadczącej o miłość do swojej ukochanej gry.

Tak właśnie, według legendy, pierwsze substancje INACA trafiły na Ziemię. Koooniec.

17 thoughts on “Legenda z AbINACA

  • 11 lutego 2016 at 22:06
    Permalink

    zajebisty tekst, wlasnie odnalazlem te strone i zostaje na dluuuuugo :)

    Reply
  • 8 stycznia 2016 at 08:58
    Permalink

    :) Grube. Fajne poczucie humoru. Graty

    Reply
  • 20 grudnia 2015 at 18:26
    Permalink

    mistrzowski text :D dwa razy przeczytałem i dwa razy popłakałem się ze śmiechu :)

    Reply
  • 11 grudnia 2015 at 23:13
    Permalink

    Śmieszny, naprawdę śmieszny tekst ;->

    Reply
  • 8 grudnia 2015 at 20:12
    Permalink

    Golf Dwójeczka do dzisiaj mi służy :) Dobry tekst

    Reply
  • 8 grudnia 2015 at 12:21
    Permalink

    xzajebisty tekst! Dawno się tak nie usmialem :)

    Reply
  • 4 grudnia 2015 at 15:08
    Permalink

    ło kurwa tekst rozjebuje system. Na początku nie zaczaiłem o co chodzi bom uwędzony jak szynka, ale kiedy przyszedł dziewiąty dzień tygodnia to oplułem monitor. Haahahajaha…

    Reply
  • 4 grudnia 2015 at 13:31
    Permalink

    Potwierdzam, że płytki cd schodzą w Szczecinie po 2 haluksy :D

    Reply
  • 3 grudnia 2015 at 17:40
    Permalink

    „– Zacznij z grubej rury, a potem przystań na każdą ofertę. – doradził mu Jurek.” Mój kolega sie targuje! Debil, ale fajny.

    Reply
  • 3 grudnia 2015 at 14:07
    Permalink

    Dialog Jerzego z Mariuszem bije Monthy Pytona na głowę. Piszę czasami „do szuflady” i jako – nazwijmy to – twórca, zachwyciłeś mnie tą komedią. :) Będę wypatrywał kolejnych tekstów.

    Reply
  • 2 grudnia 2015 at 23:56
    Permalink

    Wanna’ kaufen? haaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! rozjebałeś mistrzu… Haaahahaha…. ;)D

    Reply
  • 2 grudnia 2015 at 23:00
    Permalink

    Od dzisiaj również jestem fanem c’kuno. Pobiję wynik Mariusza! Zobaczycie!

    Reply
  • 2 grudnia 2015 at 21:24
    Permalink

    okej, myslałem że nic mnie już nie zaskoczy w tym tekście. Łzy śmiechu miałem wielkie cały czas, ale jak zobaczyłem międzyplanetarnonarodowe oznaczenie waluty haluks to zabrakło mi tchu…. Człowieku nie zabijaj nas, zanim jeszcze zamówimy! :-D

    Reply
  • 2 grudnia 2015 at 20:49
    Permalink

    Tekst mistrzostwo….. ze trzy razu sie popłakałem ze śmiechu :)

    Reply
  • 2 grudnia 2015 at 17:45
    Permalink

    Hahahahahahahahhhahahaah! Pierdolłem nomalnie!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.