Niebieski

- Na pewno to jaramy? - zapytał z wątpliwościami w głosie kolega Krzysiek. - Nie, będziemy stali i patrzyli na to. Może ktoś z nas pierdnie, to będzie jeszcze więcej frajdy przy patrzeniu. - odpowiedziałem ironicznie koledze. - Nie o to chodzi Dżesi. To jest niebieskie. Jak ty jakieś trujące tropikalne coś namoczyłeś, to wiesz... będzie słabo. Jaralne rośliny raczej nie są niebieskie, Dżesi. - tłumaczył swoje wątpliwości kolega. - Zgadzam się z Krisem. Pamiętasz co było ostatnio, jak przyniosłeś nam „prototyp” tego białego, twardego do jarania? - wtrącił się do rozmowy drugi kolega, Robert. - Nie, nie pamiętam. Co było? - odpowiedziałem zdziwiony. - No właśnie. Nikt z nas nie pamięta, a krew na koszulkach była. - wyjaśnił swoje podstępne pytanie, Robert.

To nie tak, że ZiZ spowodował jakieś krwawe luki w pamięci. Nadużyliśmy wcześniej alkoholu i innych podobnych, wiecie o co mi chodzi? Prototyp ZiZa znalazł się potem przypadkowo w kieszeni, więc na dokładkę dorzuciliśmy tego białego szatana. Przez taki miks neurony się jakoś pogubiły i nie zapamiętały nic. To nie była wina ZiZa! Próbowałem to tłumaczyć racjonalnie kolegom. - To nie jest żaden tropikalny kwiat, nie ma się co bać. To jest z polskiego pola zebrane. Jeżeli dzisiaj nie nadużyjemy alkoholu i nie poddamy się pod naciskiem pragnienia innych używek, to sam ten kwiatek nic nam nie zrobi. Spróbujmy, bo to jest niebieskie. Cóż więcej potrzeba, żeby chcieć tego spróbować? Nic! - pytałem, jednocześnie odpowiadając i argumentując. – Dżesi no nie wiem... - koledzy wciąż przebąkiwali pod nosem jakieś wątpliwości. – Kurwa! Nie po to nakupowałem niebieskich kwiatków i nastałem się w kuchni przy garach, żebyście teraz marudzili. Trzeba przetestować, potem wysłać innym do testów i następnie wstawić do oferty. Taka jest kolej rzeczy, nie na odwrót. Jesteśmy na pierwszym etapie testów i proszę się skupić, niewdzięcznicy jedni. Człowiek dla nich gotuje, nastoi się przy gorącym, a jeszcze ci taki jeden z drugim marudzi, że „Dżesi no nie wiem”. Ja wiem. Proszę tutaj ładnie załadować i tańczymy baja bongo. Ja zacznę. - zakończyłem jałową dyskusję, po czym przeszliśmy do „tańca”.

Po tym naszym baja bongo, przyszło dziwne znieczulenie. Takie zabawne znieczulenie, a nie taki paraliż senny na jawie, że myślisz, że nie żyjesz, jeśli wiecie o co mi chodzi. Usiedliśmy sobie spokojnie i po paru minutach zaczęliśmy recytować. - Joł lysyn ap hirs e story... - pierwszy wers wpadł mi do głowy sam. - Ebaut e lityl gaj dat liws in e blu łerld... - dodał kolejny wers Krzysztof. - End ol dej end ol najt end ewryting hi sis... - trzecim wersem zarzucił Robert. - Is dżast blu! - dodaliśmy wszyscy chórem. - Piękny wiersz, panowie. - powiedziałem z uznaniem dla naszej pamięci do zagraniczej poezji. Zapadła chwila ciszy. - Dżesi, to chyba nie jest wiersz. - zauważył Rob. - Bo nie ma rymów? Bez rymów też są wiersze, ignorancie. - zirytował się lukami w wykształceniu Roberta, Krzysztof. - To nie tak. Tam jest dalej rym, ale to nie jest wiersz. Rym brzmi w refrenie dwukrotnie „da bu di da bu da”. - rozjaśnił nam poetyckie pochodzenie wersów, Robert. No i potem beka z tego z piętnaście minut.

Na trzeźwo pozostał tylko wstyd, że pomyliliśmy przebój zespołu Ajfel Siksti Fajf, z wierszem z jakiejś dawnej lekcji języka angielskiego. - Ty, a pamiętasz teraz na trzeźwo ten tekst piosenki? Bo ja tylko pierwszy wers z tym „joł”. - zapytał Krzysztof. - Szczerze... też pamiętam pierwszy wers i da bu di da bu da, a reszty nic. - odpowiedziałem. Robert potwierdził, że też nie zna tego tekstu na trzeźwo. Wiedzieć, że o czymś się zapomniało i zarazem wiedzieć, że się to wie, to tak jakby zapomnieć, czy jednak pamiętać? Po kolejnych bongach, tym i podobnym pytaniom stawialiśmy czoła aż do późnego wieczora. - Ty, a jak to nazwać? - zastanawialiśmy się na koniec naszej filozoficznej debaty. - Jakieś takie to niebieskie, to może nazwijmy go... Niebieski? - zaproponował Robert. - Niebieski... to taka doskonała i idealna nazwa. - prawie popłakałem się nad doskonałością nazwy, po czym uściskałem wszystkich i poszedłem ugotować dla Was kilo Niebieskiego, żeby był w ofercie. Taka to historia. Na koniec wspomniany wcześniej „wiersz”, gdyby ktoś nie znał owej „poezji”.

 

14 thoughts on “Niebieski

  • 5 maja 2017 at 10:31
    Permalink

    Nie ma to jak się skopcić i recytować wiersze :P

    Reply
  • 13 grudnia 2016 at 19:44
    Permalink

    Udane te Twoje opowiadania :) Gratulacje za pomysł!

    Reply
  • 4 października 2016 at 14:52
    Permalink

    kosmiczny poziom pisania :)

    Reply
  • 15 września 2016 at 18:59
    Permalink

    ehehehehe :D Zajebista strona! Pozdro dla autora!!

    Reply
  • 1 września 2016 at 17:11
    Permalink

    masz zdrowo poryte w bani ;P

    Reply
  • 14 lipca 2016 at 15:49
    Permalink

    hahaha! Niezapomniana piosenka Eiffel 65! ;p

    Reply
  • 19 czerwca 2016 at 13:20
    Permalink

    hahaha tekst rozjebał ;-D co za strona

    Reply
  • 16 czerwca 2016 at 20:18
    Permalink

    ładny kolor, narobiłeś smaku :)

    Reply
  • 14 czerwca 2016 at 07:55
    Permalink

    „Jaralne rośliny raczej nie są niebieskie, Dżesi.” hahaha ;D dojebałeś!

    Reply
  • 9 czerwca 2016 at 19:36
    Permalink

    Kolor robi wrażenie :) Specjałów Dżesiego ciąg dalszy :D

    Reply
  • 7 czerwca 2016 at 18:29
    Permalink

    A jak musi znosić dysonans, wszak palimy tylko śliczne niebieskie kwiatuszki :D, albo pomarańczowe to zależy. Gotuj gotuj czekamy ;-)

    Reply
  • 7 czerwca 2016 at 13:43
    Permalink

    Oprócz przezabawnej groteski w tekście, muszę zauważyć, że ta maczanka prezentuje się wyjątkowo pięknie. Rozwijasz się w dobrym kierunku!!!! :)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.