Przedstawienie Wielkanocne

- Dzień dobry klasa! - nauczyciel z entuzjazmem powitał klasę pierwszą B, liceum. - Dzień-do-bry! - chórem odpowiedziała klasa. Trochę żartobliwie, sylabując tak, jak robi się w przedszkolu. - Ja nazywam się Mateusz Horacy Kau i będę przez jakiś czas, na zastępstwo, waszym nauczycielem polskiego. - nie zważał na dziecinadę pierwszej B i kontynuował swoje powitanie nowy belfer. - Jak pan ma na nazwisko?! - zaciekawił się jeden z uczniów. - Nieważne jak ja mam na nazwisko, ważne jak wy macie. - Mateusz niezbyt dumny ze swojego nazwiska, podszedł prędko do dziennika i zaczął sprawdzać obecność. - Agatowicz Agata. - wyczytał pierwsze nazwisko. - Obecna. - odpowiedziała Agata. - Bartkowiak Bartosz. - wyczytał drugiego ucznia. - Obecny! - drugi uczeń zameldował się nauczycielowi. - Cebrzycka Celina. - dalej wyczytywał pan Kau. W klasie zapanowała cisza. - Cebrzycka Celina. Obecna? - powtórzył nauczyciel. Oczy wszystkich uczniów zwróciły się na siedzącą przy oknie koleżankę, ale ta nadal nie odpowiadała. - Chyba znowu nie wzięła leków. - w klasie dało się usłyszeć komentarz spod czyjegoś nosa. - Jest Celina, czy nie ma? - nauczyciel już miał zaznaczać nieobecność. - Celina jest proszę pana, tylko że to teraz nie jest Celina. - powiedziała Ula, jedna z uczennic. - Słucham? - pan Kau nie za bardzo rozumiał. - Widzi pan, nasza klasa dołączyła do projektu unijnego, gdzie trzeba przyjąć trzech uczniów specjalnych... ykhm... wyjątkowych. - wyjaśniła wstępnie uczennica. - I kto jest tutaj... wyjątkowy i na czym ta wyjątkowość polega? - dopytał pan Kau. - Na przykład Celina ma cztery osobowości. Czasami jest piosenkarką Celine Dion i śpiewa nam przebój z „Titanica”, czasami biblijnym Judaszem i wszystkich chce podkablować za pieniądze, a czasami karaibskim piratem i rabuje nam plecaki. Tymi trzema osobowościami rządzi władczyni pierścienia, która jest czwartą osobowością. Ogólnie Celina sama w swojej osobie rzadko z nami bywa. - wyjaśniła bardziej szczegółowo Ula. - Jest jeszcze Piotrek, który ma Tourette'a i proszę go lepiej nie brać do odpowiedzi oraz Robert, który cierpi na permanentną depresję. - dodał Tomek, inny z uczniów. - Yhym... To może przejdźmy do lekcji. - nauczyciel szybko zmienił temat. - Widziałem, że ostatnio przerabialiście „Pana Tadeusza”, więc na krótką przepytankę zapraszam... Piotr Piec. Który to? - pan Kau wyczytał nazwisko, po czym rozejrzał się po klasie aż ktoś w stanie. - Już idę, głupia pizdo w dupę huju, proszę pana. - odpowiedział Piotr. Wybór padł na wyjątkowego ucznia z Tourettem. - Yyyy... To może inna osoba... - Mateusz zwątpił w słuszność swojego wyboru i zaczął ponownie przeglądać dziennik. - Sprzeciw! - donośny głos wyraził swoje oburzenie. - Słucham? - zapytał zdezorientowany nauczyciel. - Nazywam się Janusz Januszczak i jestem gospodarzem klasy. Sprzeciwiam się dyskryminacji kolegi Piotra! Piotr, tak jak każdy inny, ma prawo do bycia przepytanym! Nie może pan go dyskryminować ze względu na to, że mówi to, czego nie chce. Sprawiedliwość dla Piotra! Tourette to nie wyrok! - zaczął skandować gospodarz klasy. - Dobra, dobra... Piotr, chodź do odpowiedzi. - pan Kau ugiął się pod apelem Janusza. - Tak jest, w pizdę jego mać, proszę pana. - odpowiedział Piotr, po czym ruszył przed biurko nauczyciela. - Przedstaw mi proszę charakterystykę głównych postaci oraz opowiedz nam swój ulubiony fragment książki. - pan Kau postawił zadanie przed Piotrem. - Dobrze, kurwa mać, tylko że ja, pedałowata cioto, proszę pana, nie przeczytałem, jebanej w dupę, książki. - wyjaśnił swoje nieprzygotowanie Piotr. - Uuu... No to podziękuj gospodarzowi klasy, bo będzie jedynka za nieprzygotowanie. - pan Kau zdawał się nie mieć litości dla nieprzygotowanego ucznia. - Sprzeciw! Veto! - donośny głos Janusza znów dał o sobie znać. - Co znowu Janusz? - nauczyciel dał dojść do głosu krzykaczowi. - Nie może pan mu postawić jedynki. W ramach ujednoliconego rozwoju społecznego, zgodnie z zaleceniami unijnymi, wszystkim "wyjątkowym" uczniom należy wstawiać o jedną ocenę wyżej niż w domyśle. Czyli Piotr zasłużył na minimum dopuszczający! - wyjaśnił Janusz. - Czyli „wyjątkowi” nic nie muszą robić i nie mogą dostać oceny niedopuszczającej? - nauczyciel pomału tracił wiarę w sens swojego zawodu. - To pan mnie się pyta jaką ocenę należy wystawić uczniowi? To pana zadanie. Ja tylko mówię, że musi pan podnieść ocenę o jedną wyżej. Ja tylko mówię. - gospodarz klasy styrał nauczyciela. - Ehhh... Siadaj Piotr... spytam cię kolejnym razem, przygotuj się. - zrezygnowany nauczyciel odesłał do ławki nieprzygotowanego ucznia. - To może ktoś do odpowiedzi na ochotnika? - zaproponował po chwili. W klasie zapadła cisza. Nagle rękę podniosła Celina. - Tak Celina? Ty? - dopytał pan Kau. - Celiny tutaj nie ma. Jestem Judasz z Biblii. Chętnie odpowiem za kilka srebrników, kto palił papierosy na ostatniej przerwie w łazience. - Celina vel Judasz z Biblii, odpowiedział/a grubym głosem. - Nie o taką odpowiedź mi chodzi. Czytałaś "Pana Tadeusza"? - wyjaśniał nauczyciel. - Nie, ale czytałem pamiętnik nauczycielki wuefu i wiem gdzie bywa w piątki wieczorami. Chętnie opowiem za trzy srebrniki. - odpowiedziała Celina. - Jezus Maria... Może ktoś inny? Niech będzie znowu ktoś z dziennika. Robert Rumcyś. Proszę do odpowiedzi. - zrezygnowany i zarazem lekko podkurwiony pan Kau przywołał kolejnego ucznia. - Czy jest sens odpowiadać proszę pana? Czy życie w ogóle ma sens? Te ciągłe pytania i ciągłe odpowiedzi. Ile z nich ma sens, a ile jest bez sensu? - filozoficznie rozprawiał Robert. - Że co proszę? - Mateusz wydawał się nie rozumieć ucznia. - Właściwie po co żyjemy? Po to żeby umrzeć? Czy żeby zadawać pytania i udzielać odpowiedzi? Ja jestem zdania, że żeby umrzeć. A kiedy umrzemy poznamy wszystkie pytania i odpowiedzi. - kontynuował rozprawkę Robert. - Panie Robercie, pan chyba też nie przeczytał książki. Jedynka! - Mateusz Horacy starał się wykazać stanowczością. - Sprzeciw! Robert cierpi na permanentną depresję. Musi pan zawyżyć mu ocenę! - gospodarz klasy zaciekle pilnował regulaminu. - Every night in my dreams, I see you, I feel you... - Celina zaczęła śpiewać na cały głos przebój z "Titanica". - O ja pierdolę... - pan Kau złapał się za głowę i niedowierzał gdzie trafił. Na szczęście przyszła przerwa, a Celina przestała śpiewać jak tylko klasa nagrodziła jej występ owacjami na stojąco. - Thank you. I love you so much. - podsumowała tę lekcję Celina.

- Panie dyrektorze. Panie dyrektorze. - tego samego dnia Mateusz postanowił wyjaśnić status klasy z dyrektorem szkoły. - Co jest Kau? Co się urodziło? - wyluzowany jak zawsze dyrektor, przyjął podwładnego. - Panie dyrektorze, ja nie wiem czy ja dobrze trafiłem. Miałem trafić do specjalnej klasy na miesięczne zastępstwo, ale nie wiem czy dam radę. - wyjaśniał nauczyciel. - Wyjątkowej! Nie używamy tutaj słowa "specjalny". Kojarzy się z opóźnieniem umysłowym. - dosadnie wyjaśnił dyrektor. - Ale te dzieci są trochę opóźnione... - próbował wyjaśniać Mateusz. - Wyjątkowe! Kurwa, Kau, jakiego słowa używamy? - dyrektor lekko się zirytował. - Wyjątkowe. - cicho odpowiedział nauczyciel. - No właśnie. Ja wierzę, że ty też jesteś wyjątkowym nauczycielem, z wyjątkowymi zdolnościami i sobie wyjątkowo poradzisz. Poza tym chłopie, co ci nie pasuje? Chcesz znowu na bezrobotne trafić? Wiesz ilu jest w tym kraju polonistów czekających na pracę? Czterdzieści milionów. Ciężko o robotę dla wykształconych ludzi, dlatego bierz co ci dają, a nie narzekasz, że masz wyjątkową klasę. - dyrektor sprowadził Mateusza na ziemię. - Ale jeden z uczniów ciągle mówi pizda i wyzywa mnie od pedałów, a drugi... - ciągnął Mateusz. - A ja cię zaraz wyzwę od bezrobotnych. Mati, albo zapierdalasz jak bóg przykazał, albo wypierdalaj. Wiesz ilu polonistów było na twoje miejsce? Czterdzieści milionów. Dostałeś szansę, a teraz chcesz ją zmarnować? Kim jesteś, żeby marnować szanse dane przeze mnie? - dyrektor tracił powoli cierpliwość do podwładnego. - Nikim, dyrektorze, nikim. - odpowiedział Mateusz. - No właśnie! Więc spinamy dupkę i żwawo pracujemy z daunami... wyjątkowymi. Gra gitara? I perkusja? - dyrektor skutecznie rozwiał rozterki Mateusza. - Wszystko gra, panie dyrektorze. - pan Kau tylko skinął głową. - Aha, a dajesz im tabletki? - dopytał dyrektor. - Co? - zdziwił się Mateusz. - No tabletki, żeby nie wariowali. Tam w szufladzie, w swoim biurku masz biało-niebieską tabletkę dla Celiny, czerwoną dla Piotra i białą dla Roberta. Dawaj im po jednej na lekcję, to dzieciaki będą działały jak trzeba. W razie by Celina zaczęła znowu śpiewać to wzywaj Władczynię Pierścienia. Ona uciszy Celine Dion. Nie lubią się obie. - dyrektor dawał bezcenne rady. - Czy coś jeszcze powinienem wiedzieć? - oszołomiony statusem swojej klasy Mateusz, czekał na kolejne informacje. - Właściwie to tak. Jest coś jeszcze. Za tydzień wystawiamy przedstawienie wielkanocne. Chcemy, żeby twoja klasa je zorganizowała, a główne role zagrały w nim Celina, Piotr i Robert. Przyjadą inne klasy z unijnego programu zrównoważonego rozwoju i musimy dać taki występ, że wiesz. Że im jaja spuchną jak zobaczą ultra-perfekcyjne przedstawienie. Ma być występ jak na Mundialu w 74'. Masz niewiele czasu, więc sprężaj się. Jak nawalisz to dołączysz do czterdziestu milionów kolegów na bezrobotnym. Strzałeczka Mati. - dyrektor niespodziewanie poinformował Mateusza o przedstawieniu, po czym momentalnie go pożegnał.

Następnego dnia, Mateusz postanowił pilnie poinformować klasę o zbliżającym się przedstawieniu. - Dzieciaki! Dzieciaki cisza! Cisza! - nauczyciel próbował uspokoić rozjuszone bydło. Po chwili wszyscy się uciszyli i pan Kau mógł kontynuować. - Przed nami nie lada wyzwanie, ponieważ musimy wystawić przedstawienie wielkanocne. Ale zanim o tym, to muszę o coś zapytać. Dlaczego nie powiedzieliście mi o tabletkach dla dau... wyjątkowych kolegów? - powstrzymał się od wulgarnego słowa i kulturalnie zapytał Mateusz. - Bo tak było śmieszniej. Buahaaa! - zbrechtał nauczyciela jeden z uczniów, po czym przybił „piąteczkę” swojemu koledze z ławki. - A ty przepraszam kto jesteś? - zapytał pan Kau, zaskoczony zachowaniem ucznia. - Krystian Kouecki przez „U”. Lokalny prankster, znany z Youtuba pod pseudonimem „Krystian Kouecki” przez „U”. Już trzy tysiące wyświetleń i oglądalność ciągle rośnie. - pochwalił się pyskaty uczeń. - Yhym, czyli klasowy żartowniś. Panie Kouecki przez „U”, skoro pan taki wygadany to będę miał dla pana zadanie. Będzie pan głównym reżyserem przedstawienia wielkanocnego. Tak jak wspomniałem, mamy tydzień na zorganizowanie przedstawienia. Główne role zagrają Celina, Piotr i Robert. - objaśniał sytuację nauczyciel. - Ale, w pizdę, super! - ucieszył się Piotr. - Cieszę się Piotr, że podoba ci się ten pomysł. Łap tabletkę. - nauczyciel ucieszył się entuzjazmem ucznia, po czym nakarmił go czerwoną tabletką. - Kontynuując, musimy się spisać ponieważ na przedstawienie przyjadą inne klasy z projektu zrównoważonego rozwoju. Mamy niewiele czasu, dlatego skupmy się na scenariuszu i strojach. - Mateusz instruował podopiecznych. - Ale, kocham miłość, super! - ponownie ucieszył się Piotr, tym razem trochę inaczej, już po zażyciu tabletki. - A czy będziemy śpiewać „Lulajże Jezuniu”? - wyskoczył z pytaniem Robert. - To nie te święta Robert. - wyjaśnił pa Kau. - Jeśli nie będziemy śpiewać „Lulajże Jezuniu” to ja nie występuję. To jedyna świąteczna piosenka, która nie wpędza mnie w depresję. Jeśli jej nie będzie to ja odpadam, nie występuję. - Robert postawił sprawę jasno. - Kolego, to nie ty decydujesz jakie piosenki śpiewamy, na jakie święta. „Lulajże Jezuniu” nie jest na tę okazję. - negocjował nauczyciel. - Albo „Lulajże Jezuniu”, albo moje życie nie ma sensu. Nie wystąpię bez „Lulajże Jezuniu”. Kropka. - depresja Roberta znowu dała o sobie znać. Mateusz wiedząc, że cała trójka „wyjątkowych” jest niezbędna w przedstawieniu, ugiął się pod naciskami ucznia. - Dobra. Będzie „Lulajże Jezuniu”. Łap tabletkę Robert, a ty reżyserze Kouecki zanotuj w scenariuszu tę kolędę. Ktoś jeszcze ma jakieś prośby lub pytania? - dopytał pan Kau. - Ależ to przedstawienie będzie piękne. Niczym fruwający skowronek! - po raz pierwszy od dawien dawna ucieszył się Robert. - A jak zagramy zmartwychwstanie? - zapytał inny z uczniów. - Ja widziałam taki film, jak wampir stał się zombie, a później ten zombie stał się znowu zombie. Czy to jest zmartwychwstanie, kiedy umarły ożywa z umarłego? - zadała błyskotliwe pytanie Paulina Pawlicka, uczennica która miała tipsy, ale nie miała logicznego myślenia. - Zapytaj katechetki. - odburknął Mateusz. - Pytałam i powiedziała, żebym nie oglądała zombich, bo to grzech. Pan też myśli, że zombie to grzech? - ponownie błyskotliwie zapytała Paulina. - Nie znam się na zombich. Popytaj speców w tej dziedzinie. Klasa! Skupcie się! Przed nami wielkie wyzwanie! - nauczyciel próbował nadać ładu sytuacji. - Near, far, wherever you are, I believe that the heart does go oooooon... - Celina ponownie zaczęła śpiewać. - Wzywam Władczynię Pierścienia! - pan Kau odruchowo podążył za radą dyrektora. Celina błyskawicznie zmieniła osobowość. - Kto śmiał wezwać Władczynię Pierścienia? Komu życie niemiłe? - Celina vel Władczyni Pierścienia zaczęła grozić otoczeniu. - To tylko ja, twój podwładny. Czy zechcesz przyjąć w darze tę tabletkę, która ma magiczne moce? - Mateusz sprytnie podszedł jedną z osobowości Celiny. - Władczyni Pierścienia przyjmuje wszystkie magiczne dary od swoich podwładnych. - wyjaśniła Celina po czym łyknęła niebiesko-białą tabletkę. Następnie przywarzywiła i już do końca lekcji się nie odzywała. Nauczyciel widząc skuteczność tabletek, zaczął mieć nadzieję, że „wyjątkowe” przedstawienie wielkanocne może wypalić. Nastała przerwa lekcyjna, a Mateusz wyszedł na papierosa. Pech chciał, że zamiast tylko wdychać dymek, zachłysnął się wirusem grypy. Niecny wirus rozłożył Mateusza na prawie tydzień czasu. Zaraz po tym jak wyzdrowiał, wrócił do szkoły. Akurat na dzień przedstawienia.

- No ładnie panie Kau. Tak to się wywiązujemy z danej szansy? - zagaił na powitanie dyrektor. - Panie dyrektorze ja naprawdę zachorowałem, że ledwo mogłem wstać, mówić, ręką ruszyć. - Mateusz próbował wziąć na litość dyrektora. - Nie pierdol Stolec. Ja jak jestem chory, to biorę pół litra wódki i ciężej pracuję. A ty co? Na kilka dni przed najważniejszym występem, idziesz na chorobowe. Wiesz, kto przygotowywał klasę do występu? Babka od muzyki. A ona jest ślepa i głucha. Zatrudniamy ją, bo mamy na nią dotację z Unii na niepełnosprawną. Te wyjątkowe dzieciaki, to też wpływ do budżetu szkoły, na sto tysięcy złotych za każdego rocznie. Chcesz stracić pensję Stolec? Jak chcesz, to spierdol to przedstawienie i będziesz zarabiał zbierając puszki. Wiesz ilu jest polonistów na twoje miejsce? - wygłosił monolog dyrektor. - Jak mnie pan nazwał? Stolec? - Mateusz jedyne co usłyszał z monologu, to nowa nazwa na niego samego. - Heh, Krystian ci wymyślił ksywkę i przyjęła się w szkole. Nie odpowiedziałeś mu na pierwszej lekcji czy masz na nazwisko przez „ł”, czy przez „u”, więc uznał, że przez „ł”. Tak powstał twój pseudonim. - kąśliwie wyjaśnił dyrektor. - Krystian jest odpowiedzialny za przedstawienie, jest reżyserem, więc nie byłbym taki dumny z jego pomysłowości. - poddenerwowany nauczyciel skontrował dyrektora. - Kouecki jest reżyserem? No to wtopa. Co cię, kurwa, podkusiło Kau, że wybrałeś tego dauna? - dopytał rozżalony dyrektor. - Przecież to pana syn! - rzucił Mateusz. - Ano tak. Kurwa mać... - dyrektor zauważył swoją autotyrkę, po czym się zaczerwienił. - Uwaga, uwaga! Przed nami występ wyjątkowej ekipy w ten wyjątkowy czas! Na tegorocznym przedstawieniu wielkanocnym wystąpi klasa pierwsza B! Powitajmy ją brawami! - gospodarz klasy Janusz, zapowiedział koleżanki i kolegów. Tymczasem za sceną odbywały się śmiechy i chichy. - Hyhyhy... Podmieniłeś im te kapsułki? - Krystian dopytywał kolegi o nowego pranka, którego wymyslili. - Tak, wszystko na miejscu. - odpowiedział Wojtek, kolega-prankster Krystiana. - Buahaaa! - zaśmiał się Krystian, po czym przybił „piąteczkę” Wojtkowi. - Krystian, wszystko dopracowałeś? Nie będzie wtopy? - za sceną pojawił się pan Kau, dopytując o detale przedstawienia. - Panie Kau, jak pana nie było to wszystkim się zająłem. Przedstawienie będzie bombowe! Buahaaa! - odpowiedział Krystian, po czym ponownie przybił „piąteczkę” Wojtkowi. - O Jezus Maria. - westchnął nauczyciel, czując że coś się święci. Na sali zapanowała cisza. Pierwszy na scenę wyszedł Piotr ze swoją interpretacją „Lulajże Jezuniu”. - Luuulaaajże Jeeezuu, pizda w dupie, niuuuu, lulaj że lulaj, pizda w piździe, a ty gooo maaaatuuu, końsku fiut w dupie, lu z płaczuuuu... - Piotr zaczął interpretację po swojemu. - Buahaaa! - dało się słyszeć zza sceny wraz z dźwiękiem przybijanej „piąteczki”. Piotr dokończył kolędę, a na sali ponownie zapanowała cisza. - Ty, te moje pigułki to na pewno dobre były? Chyba zaśpiewałem coś nie tak. - Piotr zapytał po występie Krystiana o jakość swoich leków. - Taaa ziomeczek, wszystko w porządku. Zajebiście było. Złaź ze sceny, bo dupeczki wchodzą. - wyjaśnił krótko Krystian. Następnie na scenę wparowało sześć uczennic skąpo odzianych w zajęcze uczy i ogonki. Do utworu „Lady Marmalade” wykonały obsceniczny performance według wskazówek kolegi Koueckiego. - Buahaaa! - słychać było zza sceny po występie uczennic. Dyrektor widząc co się dzieje, sięgnął po piersiówkę. W tym samym czasie pan Kau rozmyślał nad treścią swojego CV, które przekaże do pośredniaka. A przedstawienie trwało dalej. - Coś im tam wrzucił do kapsułek? - zza sceny Krystian dopytywał Wojtka o zawartość leków. - A zajebałem od Stolca z szuflady te kapsułki i podmieniłem je na takie z cukrem. Placebo in your face, bitch! Buahaaa! - wyjaśnił Wojtek, po czym przybił „piąteczkę”. - Cukier. Sprytne. - docenił Krystian. Następnie na scenę wyszedł Robert w przebraniu zająca, po czym zaczął swój monolog. - Święta wielkanocne! Radość z wiosny i odrodzenia natury! Czy aby na pewno? Skoro odrodzenie prowadzi do uśmiercenia, to czy warto się odradzać? Po co rodzić, skoro celem jest uśmiercenie? Ileż to smutku płynie ze źle rozumianego dobra? Danse macabre czai się w powietrzu, a wy żrecie jajka i białą kiełbasę! Marność nad marnościami i wszystko marność... - Piotr dostał mega-deprechy i zaczął smęcić. Smęcenie o śmierci, bólu i cierpieniu trwało dobre dwadzieścia minut. Na koniec zostało ono pożegnane oklaskami, które były dla publiczności istną ulgą. - Buahaaa! - zdało się słyszeć zza sceny po występie Roberta. Następnie na scenę wybiegło trzech chłopaków przebranych za zombie, którzy do piosenki „Thriller” Michaela Jacksona odegrali nowoczesną interpretację zmartwychwstania. Jeden z zombich zrobił nawet moonwalka do nieba, żeby było z duchem świąt. - Buahaaa! - słychać było zza sceny wraz z odgłosem przybijanej „piąteczki”. Po „thrillerze”, po którym publika zamarła, na scenę wyszedł Norbert Norka. Klasowe popychadło przebrane było w kostium transformera, który był zrobiony z kartonów po bananach z Lidla. Nagle, w dwie sekundy, Norbert złożył się w wielkanocną pisankę, potem rozłożył w sanie Świętego Mikołaja w wersji Hammer i odjechał ze sceny. Konsternację jednej połowy widowni, przyćmił aplauz drugiej połowy, według której był to najlepszy epizod dzisiejszego przedstawienia. Zbliżał się wielki finał występu. Na scenę wparowała Celina, która hitem z „Titanica” miała zakończyć uroczystość. Tak się jednak nie stało. - Ahoj! Agrrr! Szczury lądowe oddawajcie wszystkie kosztowności! Nie będę miała litości dla nikogo, kto zostawi sobie choćby złotówkę! Agrrr! - piracka osobowość Celiny dała o sobie znać. Publiczność myślała, że to żart i zaczęła się śmiać, ale kiedy Celina spuściła na nich Arę z ramienia oraz wyciągnęła żelazną szablę, to wszyscy zaczęli uciekać. Chaosu nie było końca, ponieważ reszta „wyjątkowych” dzieci, obecna tego dnia na przedstawieniu, podłapała ton występu i zaczęła robić "swoje". Chłopiec z piromanią zaczął rozpalać ognisko, dziewczynka z seksoholizmem i kleptomanią zaczęła kraść kondomy, młodzieniec z defektem lewego jądra zaczął publicznie pokazywać swoje sprawne, prawe jądro. Chaos niezmierny, a w nim Celina grasująca z szablą i srająca na wszystkich Ara. - To co? Fajerwerki i muzyka? - Krystian zapytał Wojtka o koniec przedstawienia. - Już zapuszczam i odpalam. Buahaaa! - odpowiedział Wojtek, po czym przybił „piąteczkę”. Momentalnie z głośników zaczęła lecieć nuta Katy Perry „Fireworks”, a w sali gimnastycznej, w której odbywało się przedstawienie, chłopaki odpalili petardy. Szkoła wyleciała w powietrze, a program ujednoliconego rozwoju zastąpiono programem rozwoju niezrównoważonego. Od tego dnia „wyjątkowi” już nigdy nie wystąpili w przedstawieniu dla „normalnych”.

Ta sytuacja, ta tragedia, nigdy by się nie wydarzyła, a „wyjątkowe” dzieci wciąż mogłyby występować z „normalnymi”, gdyby tylko kapsułki Dyso, Error i Empat nie zostały podmienione. Jeśli chcesz mieć pewność i szukasz niepodmienionych kapsułek, to zaopatruj się tylko w fundacji PALNE. Piąteczka!

7 thoughts on “Przedstawienie Wielkanocne

  • 12 czerwca 2017 at 09:21
    Permalink

    Zajebiste w chooy! Piąteczka dżesi!

  • 19 kwietnia 2017 at 20:31
    Permalink

    Świetne! Przeczytane za jednym razem!
    Dawaj kolejne teksty! Piąteczka! :P

  • 18 kwietnia 2017 at 19:55
    Permalink

    genialne !
    pozdrawiam autora ;-)

  • 12 kwietnia 2017 at 18:14
    Permalink

    :D
    wymiatasz

  • 11 kwietnia 2017 at 19:17
    Permalink

    super się czytało, dzięki

  • 9 kwietnia 2017 at 18:17
    Permalink

    Sprawiedliwość dla Piotra! Tourette to nie wyrok!

    Jebłam i nie wstaję :D

  • 7 kwietnia 2017 at 09:31
    Permalink

    ale jazda ;D

Comments are closed.