Smok Dragonflaj i magiczny Esperal

- No zobacz go! Znowu idzie pijany po osiedlu i rzyga. - powiedziała Kopciuszek do swojego męża Kena. - No widzę, widzę. Czwarty raz w tym tygodniu. - odpowiedział Ken, eks-mąż Barbie. - A dzisiaj dopiero czwartek! - zauważyła Kopciuszek. - Weź idź z nim pogadaj. Powiedz mu chociaż, że drogę do domu ma w drugą stronę. - dodała. - No dobra, ale wiesz, że to niewiele da. - powątpiewał w instrukcje żony, Ken. Mimo wszystko poszedł, bo żona zagroziła brakiem seksu.

- Halo! Dragonflaju! Halo! - Ken wyszedł porozmawiać z rzygającym pijakiem. - Tak? Słucham? To ja. - odpowiedział Dragonflaj. - Smoku Dragonflaju już czwarty raz w tym tygodniu obrzygujesz nam okolicę. Czy mógłbyś przestać? Chociaż na jakiś czas... - uprzejmie zaczął rozmowę Ken. - Rozumiem cię Ken, też wolę kiedy wasza piękna okolica jest nieobrzygana. To naprawdę piękna okolica. Uwielbiam ją i chodzę nią prawie codziennie. - zaczął wyjaśniać smok Dragonflaj. - Ostatnimi czasy to niestety codziennie. - wtrącił Ken, akcentując codzienny rytuał rzygania. - No właśnie! Więc sam widzisz jak bardzo lubię tę piękną okolicę. Ale też zrozum mnie. Jestem chory. Jestem bardzo, baaardzo chooory. Mam przewlekły alkoholizm i to jest nieuleczalne. Nie mogę przestać rzygać, bo wtedy nie zmieściłbym więcej alkoholu, a jeśli nie zmieszczę więcej alkoholu, to jak mam pić? Jeśli nie będę pił, to nie będę alkoholikiem, a przecież nim jestem. Jestem chooory, baaardzo chooory. - wyjaśniał smok Dragonflaj. - Hmm... Czyli musisz rzygać, żeby móc potem więcej pić? A potem znowu rzygać, żeby znowu więcej pić? - dopytał dla jasności, Ken. - Dokładnie tak mój przyjacielu. Cieszę się, że mnie rozumiesz. Po prostu jestem nieuleczalnie chory i muszę ciągle pić. Wybacz więc, bo wymioty to tylko efekt uboczny mojej choroby i nic nie mogę na to poradzić. To jak po chemioterapii. Nic nie poradzisz! Teraz pójdę już do domu, żeby trochę się podleczyć. - wytłumaczył swoje zachowanie smok Dragonflaj, po czym ruszył w swoją stronę. - Ej, ale twój dom jest przecież w drugą stronę. - Ken palcem wskazał miejsce przybytku Dragonflaja. - Tam gdzie wskazujesz, to ja tylko nocuję. Mój dom i lecznica w jednym jest w barze „Dionizos”. To tam podążam. - wyjaśnił kierunek podróży smok, po czym chwiejnym krokiem udał się do baru. „Dionizos” znany był w okolicy z mocnego i taniego alkoholu oraz „cór Koryntu”, które polowały tam na nietrzeźwych klientów. Ken tylko odprowadził wzrokiem nieuleczalnie chorego wędrowca, po czym wrócił do domu do żony z uczuciem porażki. - I co? Przestanie rzygać? - konkretnie zapytała Kopciuszek. - Raczej nie. Rzyganie to skutek uboczny jego choroby i... - zaczął wyjaśniać Ken. - On nie jest chory, on jest po prostu pijakiem! - zdenerwowała się Kopciuszek. - Wydawał się bardzo chory, kiedy z nim gadałem i... - tłumaczył Ken. - A ty wydajesz się bardzo głupi. - zauważyła Kopciuszek. - A nie wierzyłam Barbie, jak mówiła że jesteś pusty jak plastikowa lalka. - dodała z wyrzutami.

Następnego dnia Kopciuszek zwołała wszystkich mieszkańców osiedla Disnej, żeby porozmawiać o niekulturalnym zachowaniu smoka. - Nie zniosę więcej jego wymiotów na naszym osiedlu! Musimy coś z nim zrobić! - wskazała problem na spotkaniu, Kopciuszek. - On już nie tylko rzyga. Zaczął srać i sikać. Pół biedy było, kiedy srał i sikał pod siebie, ale teraz zaczął załatwiać się na moim podwórku. To jakaś tragedia! - denerwował się i wtórował Kopciuszkowi, Papa Smerf. - A mi ostatnio ukradł rower z balkonu! Podleciał pod balkon wziął rower i pojechał do baru „Dionizos”. - dodał swoją historię jeden z krasnoludków. - No i widzicie! Nie możemy tak tego zostawić. - denerwowała się coraz bardziej Kopciuszek. - No ale co możemy zrobić? On jest chory. - nie dowierzał w sens działania Robin Hood. - On jest zapijaczonym pijusem, a nie chory! - twardo stawiała sprawę Kopciuszek. - Ale zaświadczenie i rentę dla chorego ma. - dodał Batman. - Cooo?!?! - Kopciuszek nie wierzyła własnym uszom. - No ma zaświadczenie, że jest chory na przewlekły alkoholizm i w związku z tym mu płacą, że ma chorobę. - Batman wyjaśnił status zdrowotny Dragonflaja. - Kto mu dał pieniądze, za bycie pijakiem? - Kopciuszek drążyła temat niepoważnej oferty dla smoka. - Minister zdrowia. - odpowiedział Robin Hood. - Kto jest ministrem? - dopytywała Kopciuszek. - Kubuś Puchatek. - odpowiedział Robin. - Ten grubas obżerający się słodyczami jest ministrem zdrowia? - nie dowierzała Kopciuszek. - Kiedyś razem z Dragonflajem łoili non-stop miód pitny. Tak się zakumplowali. Potem Krzyś postanowił uderzyć do polityki, więc skrzyknął Puchatka, Osiołka i innych no i wygrali ostatnie wybory. - wyjaśnił Robin. - Czyli co? Nic nie możemy zrobić z tym obrzygusem? - pomału traciła nadzieję Kopciuszek. - Możemy go po prostu zapierdolić, po huj kombinować? - zaproponowała mama Muminek. - Tak! Taaak! Taaaaaak! - zaczęli głośno przytakiwać mieszkańcy osiedla Disnej. - A nie możemy z nim najpierw porozmawiać? - zapytała Czerwony Kapturek. - Dobra, to najpierw porozmawiamy, a potem zabijemy. - zaproponował kolejne rozwiązanie tata Muminek. - Tak! Taaak! Taaaaaak! - tłum ponownie zaczął przytakiwać. - Dobrze, niech będzie. Porozmawiamy, a potem zabijemy. - zgodziła się Kopciuszek. Jak postanowili, tak zrobili.

(puk, puk, puk) – Dragonflaju jesteś tu? - zapytał, stojąc przed posiadłością smoka, tata Muminek. - Jestem, wejdź. Jaskinia jest otwarta. - smok Dragonflaj zaprosił do środka Muminka. - Cześć Dragonflaju, słuchaj musimy pogadać... a co ty robisz? - rozpoczął rozmowę tata Muminek, po czym zobaczył coś dziwnego. - A kończę ćwiarteczkę gorzkiej żołądkowej. Daj mi sekundę. (gul, gul, gul) – smok wyjaśnił co robi. - Smoku jest dziewiąta rano. - zauważył tata Muminek. - Dopiero dziewiąta? Cholera, do dziewiątej zawsze wypijam trzy ćwiarteczki, a dzisiaj ta już jest czwarta. Chyba choroba postępuje... Jestem chooory. Baaardzo chooory. Masz może jakieś piwko ze sobą? - smok szukał okazji do napicia się za darmo. - Niestety, akurat nie wziąłem. - tata Muminek odpowiedział zdegustowanym tonem. - To nic, pójdziemy zaraz do „Dionizosa” i się napijemy. Ty stawiasz... jeśli chcesz. - smok rzucił propozycję. - Smoku, nie przyszedłem tutaj, żeby pójść z tobą do „Dionizosa”. Chodzi o to, że mieszkańcy osiedla Disnej mają dosyć... - zaczął poważną rozmowę tata Muminek. - Czekaj, czekaj, czekaj. Poczekaj chwilę. Mam gdzieś tutaj jeszcze jedną ćwiarteczkę. Na sucho nie będziemy przecież gadać. - smok postanowił urozmaicić poważną rozmowę. - Wolałbym jednak pogadać na trzeźwo. - dał jasno do zrozumienia tata Muminek. - To chyba ty. - odpowiedział smok, po czym walnął kolejną ćwiarteczkę. - Smoku chodzi o to, że zatruwasz nam życie. Obrzygujesz całą okolicę prawie codziennie, załatwiasz się na naszych podwórkach i kradniesz rowery. Mamy tego dosyć. Uważamy, że to przez alkohol i musisz pić mniej. - postawił sprawę jasno, tata Muminek. - My w większości bierzemy narkotyki i żyjemy na naszym osiedlu w miłości i spokoju. Tylko ty tworzysz problemy. - dodał. - Wiesz dlaczego tyle piję? - zadał ciekawe pytanie, smok. - No słucham. - zainteresował się tata Muminek. - Przez Unię Europejską! - jeszcze ciekawiej odpowiedział, smok. - Że co? - spojrzał pobłażliwie na smoka, tata Muminek. - Jak były kiedyś ćwiarteczki, to było tam 250ml. Jak były duże butelki, to było tam 750ml. A teraz? 200ml i 700ml! Dlatego na każde cztery ćwiartki, muszę wypić piątą, żeby uleczyć swoją chorobę. Gdyby nie Unia nie musiałbym pić więcej. Mógłbym pić tyle co kiedyś, gdyby zostawili w buteleczce 250ml. Pomyśl co będzie, jak z 200ml zrobią 150ml?! Idźcie do Unii walczyć o lepsze jutro dla osiedla Disnej! To nie ja jestem problemem. Ja jestem chooory, baaardzo chooory. - średnio logicznie objaśnił sytuację, smok. - Ale to ty rzygasz po osiedlu i kradniesz rowery, a nie UE. - trafnie zauważył tata Muminek. - Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek się porzygał, ani ukradł czyjś rower. Wybacz, ale nie wezmę na siebie winy za czyny, których nie pamiętam. - skontrował smok. - Nic nie pamiętasz, bo ciągle chlejesz! - wściekał się tata Muminek. - Wybacz, ale tego, że piję a potem zapominam, też nie pamiętam. Ostatnio jak byłem u lekarza, to wykrył u mnie podejrzenie alkoholizmu genetycznego. Nie dość, że mam alkoholizm przewlekły, to być może jeszcze genetyczny. Jestem chooory, baaardzo chooory. - trzymał się swojej wersji smok. - Jeśli nie przestaniesz dewastować naszej okolicy, to cię zabijemy! - przeszedł do konkretów tata Muminek. - Spokooojnie, skąd ta agresja? Po co tyle agresji? Napijmy się, przyjacielu. Chodź, postawisz po piwku i powiesz co cię trapi. - próbował załagodzić sytuację smok. - Przecież ci przed chwilą powiedziałem co trapi mnie i to osiedle! Ty! - tracił cierpliwość tata Muminek. - Nie pamiętam, żebyś o tym wspominał. - dziury w mózgu smoka, znowu dały o sobie znać. Tata Muminek bez słowa wyszedł z jaskini Dragonflaja. Osobiście przekonał się, że z pijakami nie ma sensu gadać. Wrócił więc na osiedle i rozgłosił, że czas na druga opcję. Czas na zabicie Dragonflaja.

Tego samego dnia, wieczorem, ochotnicy z osiedla uzbroili się w dzidy, łuki, miecze i broń palną. Dwa tuziny postaci z bajek i legend ruszyły w kierunku baru „Dionizos”, żeby raz na zawsze rozprawić się ze smokiem. - Zaczekajcie, zaczekajcie! - dwa tuziny usłyszały za sobą donośny głos. - Mam lepsze rozwiązanie! - zaproponował donośny głos. - Czy to Szewczyk? Szewczyk Dratewka? - z oddali doglądał postać o donośnym głosie, Robin Hood. - Tak to on! - podjarał się Batman na widok Szewczyka Dratewki. - Szewczyku! Gdzie byłeś cały rok? Dlaczego od roku nie ma cię na osiedlu Disnej? - dopytywał Papa Smerf. - Wiecie dobrze, że nigdy do końca nie pasowałem do tego osiedla. Ruszyłem więc w świat polować na smoki. Mój ostatni skalp pochodzi z jakiegoś zadupia, Krakowa czy jakoś tak. Wiem co zrobić z Dragonflajem, żeby wszyscy byli zadowoleni. - Szewczyk zainteresował resztę. - My też wiemy co z nim zrobić. Wpierdolimy mu, podpalimy i po problemie. - wyjaśniła mama Muminek. - Ty masz jakieś... ile? Jeden metr wzrostu? Papa Smerf ma kilkadziesiąt centymetrów, a reszta jest niewiele wyższa od was. Dragonflaj ma 150 metrów i więcej siły od nas wszystkich. Zanim mu wpierdolicie i go podpalicie, to co najmniej połowa z was zginie w tej walce. Możemy to zrobić inaczej. - wyjaśnił luki w planie, Szewczyk. - No dobra, słuchamy. - Kopciuszek chciała poznać inny plan. - Daleko stąd jest magiczna kraina, w której rządzi księżniczka Esperalda. Ma ona magiczny kryształ, który po zaszyciu w odbycie, powoduje śmierć od alkoholu. Magiczny Esperal dostępny jest tylko w Esperaldii i możemy go kupić od księżniczki Esperaldy za gumijagody. Zaszyjemy go w odbycie Dragonflaja, kiedy ten będzie mocno napruty, a kolejnego dnia zginie, jak tylko zacznie pić. - przedstawił swój sprytny plan, Dratewka. - Zaiste sprytny plan. - doceniła spryt tego planu, Kopciuszek. - Co myślisz Ken? - dodała. - A może on naprawdę jest chory i... - zaczął filozofować Ken. - A może ty naprawdę jesteś głupi jak plastikowa lalka? Pomyśl nad tym Ken i się ogarnij. - zakończyła wątpliwości męża, Kopciuszek. - Dobra Szewczyk, masz dwa dni. Jeśli w tym czasie nie ogarniesz magicznego Esperalu od księżniczki Esperaldy i nie załatwisz sprawy z Dragonflajem, to wchodzimy do baru i rozpierdalamy gnoja. - zarządziła mama Muminek trzymając w ręku Magnum 44. - Tak! Taaak! Taaaaaak! - tłum przytaknął mamie Muminek. - Potrzebuję jednego dnia. Pamiętajcie, że rozmawiacie ze specem od smoków. - przykozaczył Szewczyk.

Kolejnego dnia, z rana, Szewczyk wylądował na międzynarodowym lotnisku w Esperaldii. Spod lotniska, swoją karetą, odebrała go księżniczka Esperalda. - Masz dla mnie gumijagody? - konkretnie zaczęła rozmowę Esperalda. - Dostaniesz gumijagody jak pokażesz mi magiczny Esperal. - po swojemu rozgrywał to Szewczyk. - Fair enough... Kareta! Do mojego pałacu raz-dwa! - księżniczka wydała polecenie, po czym w mgnieniu oka znaleźli się w pałacu. - Wow... Ale chata! Ile to ma metrów? - Szewczyk był wyraźnie pod wrażeniem domostwa księżniczki Esperaldy. - Nie wiem, kupiłam to od Majkela Dżeksona, bo było dużo zwierzątek i karuzel dookoła. Lubię zwierzątka i karuzele. - opowiedziała o swoim domostwie, Esperalda. - Łap! - księżniczka rzuciła magiczny Esperal w stronę Dratewki. - Teraz dawaj jagody i wypad. - dodała. Szewczyk obejrzał dokładnie magiczny kamień, po czym zaczął narzekać na jego jakość. - Widziałem już lepsze Esperale z tej krainy. Ten ma jakieś 5 karatów, a potrzebowałbym 10-12 karatów. Nie będziesz miała większego? - dopytał Dratewka. - Co jeszcze? Może ci go ręcznie ozdobię? To się zaszywa w odbycie i działa. Tyle w temacie. Dawaj gumijagody bo przysięgam, że jak zaraz nie zrobię kompotu i nie wezmę działki, to masz przejebane. Ty, zwierzęta i karuzele będziecie fruwać. - traciła cierpliwość Esperalda. - Dobra, tu masz kilo gumijagód. - rzucił na stół foliową reklamówkę z gumijagodami, Dratewka. - Umawialiśmy się na dwa. Chcesz wydymać Esperaldę, Dratewka? Wiesz z kim tańczysz czarnuchu? Życie ci niemiłe?! - Esperalda kulturalnie dopytała o obiecany drugi kilogram gumijagód. - Drugi kilogram po robocie. Dopiero jak zadziała magiczny Esperal. - ostrożnie podchodził do tej transakcji Szewczyk. - Fair enough... Spróbuj nie przywieźć mi drugiego kilograma po robocie, to wytnę ci dupę i wszyje ją do Esperalu, czarnuchu. Teraz wypad, bo idę robić kompot. - księżniczka Esperalda zakończyła to spotkanie poważną groźbą. Szewczyk od razu ruszył z magicznym Esperalem do smoka Dragonflaja. Późnym popołudniem był już na miejscu. Jednak w jaskini nie było smoka. - Gdzie on może być? - zastanawiał się Szewczyk. Nie musiał długo szukać. - bleeeeee, bleeeeee... ło kurwa... bleeeeeeeee, psi, psi, pryt pryt, bleeeee, bleeeee... ło kurwa... ależ jestem chory, bleeeeeeeee... - smok zaczął rzygać i załatwiać potrzeby fizjologiczne na podwórku swoich sąsiadów, pani i pana Rumcajsów. - Wypierdalaj stąd Dragonflaj! Rzygaj i sraj u siebie, a nie u innych! Co z tobą?! - mocno zdenerwował się Rumcajs na smoka. - Jestem chooory... bleeeeee... baaardzo chooory... bleeeeee... masz może jakieś piwko, przyjacielu? bleeeeee... - wyjaśnił swoje zachowanie Dragonflaj. - Piwko?! Przyjacielu?! Ja ci dam piwko i przyjaciela. Pani Rumcajs dawaj szotgana! Koniec z tym zapijaczonym chlorem, dosyć tego! - Rumcajs wściekł się do czerwoności. Zanim pani Rumcajs doniosła szotgana mężowi, do akcji wkroczył Szewczyk Dratewka. - Spokojnie, spokojnie. Panie Rumcajs ja go zabiorę, proszę o spokój. - ruszył w kierunku smoka, Dratewka. - Spokojnie? Jakie spokojnie? Ten menel rzyga i sra mi na trawnik od roku. Dosyć tego! - Rumcajs nie dawał się uspokoić. - Obiecuję, że to ostatnie rzygi i kupa na pana trawniku. Proszę pozwolić mi go zabrać. - łagodził sytuację Dratewka. - Dobra Szewczyk, niech ci będzie. Na smokach się znasz, więc zabieraj tego ochlejmordę, bo będę strzelał. - Rumcajs dał się przekonać. - hehehe... a skąd ty się znasz na smokach, Szewczyk? Ruchałeś jakiegoś, czy jakiś ciebie? hehehe... bleeeeee... - Dragonflajowi włączyły się pijackie żarciki. - Nie świruj Dragonflaj. Idziemy, bo cię Rumcajs zastrzeli. - poinstruwał smoka, Szewczyk. - Nigdzie nie idę! Gówno niech se zastrzeli, brodacz jebany. Dżilet se kup brodaty pedale! Łuuu! ...bleeeeee... - smok nie dawał za wygraną. - Weź go stąd Dratewka, bo nie ręczę za siebie. - Rumcajs czerwieniał i czerwieniał ze złości. - Dragonflaj, a co powiesz na małe piwko w „Dionizosie”? Ja stawiam. - zaproponował Szewczyk. - A może być duże piwko? - negocjował Dragonflaj. - Nawet dwa duże. - zgodził się Dratewka, podbijając stawkę dwukrotnie. - No to chodźmy. Nic tu po nas. ...bleeeeee... - momentalnie zgodził się smok, po czym wymiotował na odchodne.

W barze „Dionizos” zaczęli poważną rozmowę. - Nie możesz zamienić alkoholu na coś innego? No Dragonflaj, zobacz jak ty wyglądasz i co odpierdalasz. Pinokio od dwóch lat jest heroinistą i pracuje w tartaku, płaci podatki i jest porządnym mieszkańcem osiedla Disnej. Papa Smerf jara trawkę, Gumisie mają swoje jagody, a ja nakuriwam kodeinę od czasu do czasu. Nawet Kopciuszek sprowadza skądś jakiś Huragan, żeby się ujebać przed snem. Wszyscy sobie radzimy z trudami tego świata, ale normalnie funkcjonujemy. Nie szczamy jeden drugiemu pod domem i nie obrzygujemy klatek schodowych. Zamień alkohol na coś innego i żyj z nami normalnie. - Szewczyk próbował namówić Dragonflaja na zmianę stylu życia. - Rozumiem. Tylko, że przyszliśmy tutaj na duże piwko, a ja mam sucho. Ja na sucho nie potrafię rozważać takich rozważań. - smok zdawał się być zainteresowany czymś innym, niż namowami Dratewki. - Przecież kufel już pusty, przed chwilą dokończyłeś ostatniego łyka. - Dratewka wskazał palcem na opróżniony kufel Dragonflaja. - Wybacz przyjacielu, ale nie pamiętam, żebym to ja wypił to piwko. Czy mógłbym cię prosić o drugie? Dla pewności, że wypiłem. - smok zaczął sępić kolejnego browarka. - Wiesz co Dragonflaj? Nie, piwka nie będzie. Walimy wódę, aż do utraty świadomości. - Szewczyk stracił nadzieję na zmianę Dragonflaja. - W takiej atmosferze chętnie posłucham co masz mi do powiedzenia. - smok ucieszył się na propozycję Szewczyka. Tego wieczoru Dratewka już nie mówił za wiele, bo wiedział, że z pijakiem nie ma sensu gadać. Kazał barmanowi lać sobie wodę, a smokowi wódę. Tym sprytnym sposobem upił Dragonflaja, sam pozostając trzeźwym. Późną nocą odprowadził Dragonflaja do jego jaskini, gdzie ten dostał się w objęcia Morfeusza. (ło kurwa, ale mi się poetycko napisało o spaniu) Szewczyk wyczekał, kiedy pijany jak świnia Dragonflaj zaśnie głębokim, pijackim snem. Kiedy to się już stało, Szewczyk wziął igłę, nitkę oraz magiczny Esperal i poszedł w stronę odbytu Dragonflaja. W pięć minut magiczny Esperal dostał się tam, gdzie nigdy nie był żaden człowiek. Po wykonaniu zadania, Szewczyk wrócił do siebie i oczekiwał poranka.

Z samego rana smok Dragonflaj wstał na wielkim kacu. - Aua, aua... Moja dupa... Co mnie tak boli? - zastanawiał się po przebudzeniu smok. Jedyny lek na ból jaki znał, to alkohol. Ruszył więc po ćwiarteczkę, ale po pierwszej ćwiarteczce poczuł się źle. - O nie! Choroba postępuje. Muszę pić więcej i częściej. - do takich wniosków doszedł smok. Ruszył więc po kolejną ćwiarteczkę, ale znowu poczuł się po niej źle. Zszokowany takim przebiegiem zdarzeń zaczął szukać innych alkoholi, które mogłyby pomóc. Pił wino, piwo, cydry, drinki, nawet alkohole bezalkoholowe, ale nic nie pomagało. Dlatego pił jeszcze więcej, pił i pił, i pił, aż w końcu zachlał się na śmierć i pękł. Huk pękającego Dragonflaja ucieszył całą okolicę. - Brawo Szewczyk Dratewka! - krzyczeli wszyscy na cześć Szewczyka. Tylko mama Muminek była lekko rozczarowana rozwiązaniem tej sytuacji. - Ja bym skurwiela rozkuriwła na pół bez gadania. Na co było tyle zachodu z tym magicznym Esperalem? - rzekła mama Muminek, po czym zarzuciła Bluszota i poszła polować na niedźwiedzie.

I takie to są bajki o tym, że narkotyki szkodzą bardziej od alkoholu.

14 thoughts on “Smok Dragonflaj i magiczny Esperal

  • 1 listopada 2016 at 07:46
    Permalink

    niezłe masz jazdy po zjarce
    piona za text!

    Reply
  • 20 października 2016 at 14:28
    Permalink

    wyszedł ci ten tekst ;)

    Reply
  • 19 października 2016 at 08:13
    Permalink

    uff długie ale warto było ;) :P

    Reply
  • 17 października 2016 at 22:44
    Permalink

    Akcja na podwórku Rumcajsa dla mnie wygrywa :) Grubo przypaliłeś przed napisaniem tej historii :P

    Reply
  • 13 października 2016 at 15:14
    Permalink

    Jak zwykle wysoki poziom ;)

    Reply
  • 12 października 2016 at 12:16
    Permalink

    wytnę ci dupę i wszyje ją do Esperalu, czarnuchu xD teksty nieziemskie XD XD XD

    Reply
  • 5 października 2016 at 17:17
    Permalink

    Pinokio heroinistą :-D Wiedziałem! ;-)

    Reply
  • 4 października 2016 at 11:05
    Permalink

    Mama Muminek najlepsza xD xD

    Reply
  • 30 września 2016 at 22:31
    Permalink

    Jessi, ty świrze hahaha, aż chyba sobie bluszota zamówie :D Niedźwiedzie same się nie wyniosą spod dywanu.

    Reply
  • 30 września 2016 at 17:34
    Permalink

    Hahahahahaaaha!!!! co ty masz najebane……. :P

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.