Świąteczny łikend u Dżesiego

Wyglądało na to, że kolejny, zwyczajny łikend przede mną. Co prawda wszyscy inni szykowali swe koszyczki i jajka, ale ja nie jestem inny. Nie rozumiem zwyczaju obżerania się całymi rodzinami do nieprzytomności w ostatni łikend marca. Dlatego postanowiłem urządzić sobie klasyczny łikend wśród ezoterycznych dymów i promili.

Zacząłem już raniutko w piątek, bo po co czekać? - Za zmartwychwstanie! - zażartowałem. Pierwszy drink (wódka w kieliszku) przed śniadaniem wszedł wyjątkowo pysznie. Niby nie powinno się pić na pusty żołądek, a jednak to kłamstwo. Następnie skręciłem w prawo na balkon, gdzie odprawiłem ezoteryczne czary-mary używając do tego skręconej różdżki. I tak to sobie trwało również po śniadaniu, aż do nocy.

- Niech to będzie Wielka Sobota! - pomyślałem, kiedy się rano obudziłem na lekkim kacu. Mycie ząbków, siku, takie tam poranne toalety i co? Czary-mary na balkonie, ale skończył się alkohol. Zadzwoniłem do kolegi zapytać, czy mógłby dokupić mi parę magicznych butelek, bo wiedziałem że i tak jedzie do sklepu. Zgodził się, ale poinformował mnie, że butelki dotrą do mnie dopiero po godzinie czternastej. Na zegarku była 10 rano. - ZA CZTERY GODZINY?! - dopytywałem, nie dowierzając. Całe szczęście, że bóg zadbał, by nie tylko alkohol reagował z mózgiem człowieka. - Ta sobota ma być wielka? To tylko z psajdakiem! - pomyślałem. Kilka skrętów na balkon, po czym załadowałem listek, niczym kartridż do Nintendo. Do refilu butelek pozostały dwie godziny, więc miałem czas na psajko-saturday-morning.

Psajko jak to psajko. Nie ma szans, żeby człowiekiem nie „poszarpało”. Kolory zaczynają śpiewać, dźwięk zamienia się w kolor, a sufit jest na dole. W takim stanie przesiadując, słyszę dzwonek do drzwi. - A otworzę! - pomyślałem głupi, zamiast udawać, że nikogo nie ma. Otwieram, a tam... - Jezus! - krzyknąłem. - Zamknij się debilu, wyrobiłem się szybciej z butelkami i ci przywiozłem. Zamknij szybko drzwi, bo dziwnie wyglądasz. - powiedział do mnie Jezus. Kolega - na potrzeby tego wpisu zmieńmy mu imię na Adam - ma taką bródkę jak Jezus i ciut dłuższe włosy. - Jezus! - powtórzyłem, kiedy kolega zamykał szybko drzwi. - Mam tyle pytań! Czy istnieją kosmici? Kto cię zabił tak naprawdę? Żydzi, czy Rzymianie? Ile lat ma wszechświat? - zadawałem pytania bez końca. Po chwili zajarzyłem... - Eeeee... Ty nie jesteś Jezus. Ty jesteś JUDASZ! Podszywający się pod Jezusa! Ty sprytny Adamie! Usiądź i weź psajko. - zaprosiłem kolegę do załadowania kartridża. - Nie, nie, nie. - opowiedział zdecydowanie kolega, po czym dodał. - Tu masz buteleczki, a rozliczymy się w Huraganie, bo ja z rodziną na trzeźwo to nie dam rady. Szybciej na zakupy pojechałem i jestem u ciebie godzinkę wcześniej. Matkę i ojca tylko pod kościół podwiozłem i tak mnie podkurwili, że wiesz... - wytłumaczył kolega. - Wiem! Pewnie, że wiem! Weź psajko! - odpowiedziałem, po czym ponowiłem propozycję. Kolega został jednak przy Huraganie, po czym wrócił na rodzinne święta. Butelki były, listków w domu jak na drzewie, a wiatry wiejo. Wielka Soboto, nadchodzę!

W wielką niedzielę wstałem późno. Późno i bardzo zmęczony. Jakby po mnie jakieś tornado przeszło. - Nigdy więcej psajko! Nigdy więcej pierdolonych huraganów! - powiedziałem do lustra. - O Jezu... - dodałem. To była wyjątkowo ciężka niedziela. Odrzucało mnie na samą myśl, że mogę skręcić na balkon. - Nigdy więcej jebanych skrętów na balkon. - mamrotałem z przekonaniem. Po godzinie 16 lekko odżyłem. - Ładna pogoda to idę na spacer. - pomyślałem. Jak tylko wstałem to wiedziałem, że nigdzie nie pójdę. Fakt, po 16 lekko odżyłem, ale wcale nie żyłem. Wielka Niedziela była mi dana spędzić jak prawdziwemu chrześcijaninowi, czyli w domu. No ale w domu co? Nudno. Ja telewizora nie mam, gazet nie czytam, tylko komputer i porno, albo substancje psychoaktywne. Innych rozrywek w chacie nie mam. Pomyślałem sobie, że słabo trochę, bo skoro na komputer i porno nawet nie mam siły, a substancje psychoaktywne zdecydowanie porzuciłem, to co mam teraz robić? Mógłbym się naćpany masturbować, a nie mogę. Piekło jakieś. I to w Wielką Niedzielę. Umysł podsuwał pomysły. - Ja wiem, że nie masz siły i jesteś troszkę zmęczony, ale nie bądź taki totalitarny. - racjonalizował umysł. - Możesz sobie powiać lekko Orkanikiem, to dojdziesz do siebie i wtedy postanowisz, czy substancje psychoaktywne są aby na pewno takie złe. - dodał kolejny racjonalny argument. Niby fakt, jestem zmęczony, ale lekko Orkanikiem powiać... co szkodzi? - Bardziej zaszkodzić nie zaszkodzi, a może pomóc! - doszedłem do wniosku. Orkanik poprawił nastrój. Ale na kolejne wiatry nie miałem chęci. Psajko w ogóle nie wchodziło w grę. - Mam! - genialny pomysł przyszedł w odpowiednim momencie. Od dwóch tygodni wstawiam do oferty Kox, czyli jedyny tak białopachnący proszek na świecie. - A skorzystam! - pomyślałem sobie. Po skorzystaniu, momentalnie wstałem na nogi, które same rwały się do tańca. Wielka Niedzielo, nadchodzę!

Kiedy wstawiam ten wpis jest poniedziałek przed południem. Lany poniedziałek, który będę oblewał cały dzień! I to wszystko dzięki nowemu produktowi w ofercie fundacji PALNE, czyli Koxowi. Koxowi, który stawia na nogi! Mój świąteczny łikend stał się żywą reklamą produktu, którego debiut opóźniałem z niewiadomych mi przyczyn. Znaczy się teraz już wiadomych. Po prostu Kox musiał mi uratować życie, żebym mógł Wam go polecić z czystego serca. Mam nadzieję, że już niedługo każde dziecko będzie znało rymowankę: Jeśli chcesz koxu najlepszego, to udaj się do Dżesiego! Amen!

11 thoughts on “Świąteczny łikend u Dżesiego

  • 9 kwietnia 2016 at 14:40
    Permalink

    Bardziej zaszkodzić nie zaszkodzi, a może pomóc! – na klina tak gadam ;D

    Reply
  • 4 kwietnia 2016 at 08:52
    Permalink

    kartridże do nintendo… ahhhh… klasyka

    Reply
  • 3 kwietnia 2016 at 18:12
    Permalink

    Rzeczywiście bardzo fajny talizman. Historia komiczna :>

    Reply
  • 31 marca 2016 at 23:05
    Permalink

    „Usiądź i weź psajko.” hahahah hahha rozjebało mnie powitanie kolegi :D

    Reply
  • 30 marca 2016 at 19:54
    Permalink

    Eno elegancka strona. Pierwszy raz trafiłem dzisiaj i widzę, że zostaję. :)

    Reply
  • 30 marca 2016 at 15:43
    Permalink

    Jak zwykle fanomenalnie opisane :D Posmiałem się, dzięki!

    Reply
  • 29 marca 2016 at 12:54
    Permalink

    Byś wprowadził przed świętami to bym miał lżejsze święta z rodzinką ;P

    Reply
  • 29 marca 2016 at 11:35
    Permalink

    No to ładne swieta :P Jak co roku?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.